Tomasz Gabiś – Konserwatywna rewolucja [FRONDA nr 8, WIOSNA 1997]

Tomasz Gabiś – Konserwatywna rewolucja

„Dla konserwatysty refleksja nad podstawami własnego światopoglądu jest rodzajem profanacji tak samo jak konieczność udowadniania egzystencji Boga jest estetycznym zgorszeniem dla każdego prawdziwie wierzącego; jest wyprowadzaniem irracjonalnej wartości na poziom racjonalny, desakralizacją boskości, której odebrany zostaje urok tajemniczości, bez której nie można pewnie stawić czoła lewicowym czcicielom diabła na ich polach bitewnych rozumu.” Georg Quabbe

Termin „konserwatywna rewolucja” [1] jest terminem, który na trwale zakorzenił się zarówno wśród niemieckich historyków idei, jak i na niemieckiej prawicy. Także badacze i prawicowi intelektualiści w innych krajach europejskich bardzo często posługują się tym terminem [2]. Jeszcze trochę a stanie się on wręcz politycznym sloganem i trafi na wyborcze plakaty, co byłoby swego rodzaju ironią historii, bo niemieccy konserwatywni rewolucjoniści raczej nie wyrażali się przychylnie na temat demokracji. Nie mogą się tedy powieść próby „dekonstrukcji” tego terminu, jakiej dokonał w swej książce „Anatomia Konserwatywnej Rewolucji” [3] niemiecki badacz Stefan Breuer udowadniając, że autorzy zaliczani zwykle do Konserwatywnej Rewolucji tak dalece różnią się od siebie w poglądach na zasadnicze kwestie polityczne, gospodarcze, ustrojowe itd., że właściwie nie mają ze sobą nic wspólnego. W związku z tym postulował on, żeby skreślić „konserwatywną rewolucję” z listy nurtów politycznych XX wieku [4].Mimo iż Breuer ma pod wieloma względami rację wskazując na daleko posuniętą heterogeniczność zjawiska określanego jako „Konserwatywna Rewolucja”, to fakt, iż pojęcie to tak silnie utrwaliło się wśród historyków idei i ideologów prawicy, świadczy o tym, że spełnia ono funkcję nazwania czegoś, na co brakowało odpowiedniego słowa. Istniała bowiem potrzeba nazwania jakoś tych wszystkich nurtów ideowych i politycznych lat 1918-1932 w Niemczech, które były w opozycji (mniej lub bardziej radykalnej) do systemu Republiki Weimarskiej i panującej wówczas oficjalnej ideologii nie będąc równocześnie tożsame z drugą obok komunistów zasadniczą siłą polityczną dążącą do likwidacji Republiki Weimarskiej czyli narodowymi socjalistami. Konserwatywna Rewolucja nie będąc żadną jednolitą, zastygłą ideologią o wyraźnie zaznaczonych granicach, lecz powikłanym i wielokształtnym tworem o skomplikowanej topografii, zajmuje obszar pomiędzy oficjalnym Weimarem, narodowymi socjalistami i komunistami. Łączy ona w sobie te wszystkie nurty, które dzieląc z narodowymi socjalistami i komunistami niechęć do „Weimaru”, zajmują osobne miejsce na polityczno-ideologicznej mapie Republiki Weimarskiej, co nie znaczy oczywiście, że miejsce izolowane od tych dwóch masowych ruchów zrodzonych w łonie egalitarnej demokracji. Do Konserwatywnej Rewolucji przynależą zarówno ci, którzy próbują oddziaływać na oficjalny „Weimar” powściągając swoją wobec niego opozycyjność, ci, których sporo łączy z narodowymi socjalistami [5] jak i wreszcie ci, którzy pod pewnymi względami zbliżają się do radykalnej lewicy. Wszystkie te „mezalianse” i zbliżenia mają albo charakter ideowy, albo też czysto taktyczno-polityczny. Ale mimo, iż poszczególne obszary zachodzą na siebie (dziwne byłoby zresztą, gdyby w tamtej epoce zamętu było inaczej), to Konserwatywna Rewolucja pozostaje zjawiskiem odrębnym, które mimo wszystkie różnice dzielące autorów i nurty, posiada pewną wewnętrzną jedność, jeśli nie na płaszczyźnie poglądów, to jak to określił Armin Mohler, autor „Rewolucji Konserwatywnej w Niemczech 1918-1932” – na płaszczyźnie „fizjognomicznej” [6]. Idzie tu nie o logikę pojęć, ale o „napiętnowanie” przez konkretny pejzaż, o wspólny wzór przeżywania historycznej katastrofy, o sposób myślenia, postawę wobec świata , styl działania i reagowania, o afekty, przeżycia, obrazy przewodnie i wizje, o zakorzenienia i pokrewieństwa. Lektura dzieł konserwatywnych rewolucjonistów już na pierwszy rzut oka pozwala rozpoznać, że bez wątpienia nie są oni kontynuatorami XIX-wiecznego socjalizmu czy liberalizmu, równocześnie niewiele mają wspólnego z zeszłowiecznymi wrogami tych kierunków: „reakcjonistami” , „starokonserwatystami” czy zwolennikami „restauracji”. Dawne formy, dawny język i problematyka konserwatyzmu związanego socjologicznie z arystokracją i monarchią nie znajdują kontynuacji w Konserwatywnej Rewolucji, choć oczywiście istnieje tu pewne pokrewieństwo. To pokrewieństwo jest jednak na tyle odległe i niebezpośrednie, że np. według Armina Mohlera, o ile dziewiętnastowieczny liberał, socjalista czy anarchista bez trudu znalazłby wspólny język ze swoim dwudziestowiecznym odpowiednikiem to porozumienie między dawnym „reakcjonistą” czy „starokonserwatystą”, a konserwatywnym rewolucjonistą byłoby bardzo trudne, jeśli nie w ogóle niemożliwe. Istnieje bowiem, zdaniem Armina Mohlera [7] i Gerda-Klausa Kaltenbrunnera [8], pewne zerwanie ciągłości w obrębie konserwatyzmu, polegające na tym, że konserwatyzm przechodzi przez fazę „czasu osiowego” (Achsenzeit – termin Jaspersa), po której – co może zdziwić tych uważających konserwatyzm za coś z samej swej istoty niezmiennego – konserwatyzm zmienia się, zrzuca dawną skórą, przyjmuje nowe formy, posługuje się innymi pojęciami i innym językiem. W różnych krajach ta mutacja, to przejście przez pewien próg zachodzi w różnym czasie i ma różny charakter: gwałtowny i krótki lub trwający dziesięciolecia, widoczny od razu lub dostrzegalny dopiero z dystansu. Najogólniej i bardzo skrótowo (by nie powiedzieć po wulgaryzatorsku) rzecz ujmując, konserwatyzm sprzed „czasu osiowego” skierowany jest w przeszłość, konserwatyzm po „czasie osiowym” kieruje się ku przyszłości. Przed „czasem osiowym” konserwatyści starają się zachować to, co przekazane zostało z przeszłości, a nawet restaurować dawny porządek. Po „czasie osiowym” kierują swój wzrok ku przyszłości, porzucają nostalgię, by stanąć twarzą w twarz z nową rzeczywistością. Przestają być „restauracjonistami” i „nostalgikami” nie będąc równocześnie utopistami. Tą postawę dobrze oddaje termin jednego z czołowych konserwatywnych rewolucjonistów Ernsta Jüngera, który pisał o „organicznej konstrukcji”, a więc o czymś nowym, ale nie utopijnym, nie wynikającym z abstrakcyjnych, oderwanych od rzeczywistości spekulacji, lecz tworzonym zgodnie rzeczywistością, opartym na tym, co niezmienne. Inny konserwatywny rewolucjonista – A. E. Gunther twierdził, że „konserwatyzm nie jest przywracaniem tego, co było, ani trzymaniem się tego, co jest, lecz życiem z tego, co obowiązuje zawsze”. Z kolei Moeller van den Bruck pisał wprawdzie, że konserwatyzm ma wieczność po swojej stronie, ale równocześnie ten sam Moeller van den Bruck apelował, by „stworzyć rzeczy, które będą godne zachowania”. A w innym miejscu twierdził: „Początek jest zawsze”. Już po wojnie Gerd-Klaus Kaltenbrunner napisze, że konserwatysta zaczyna ciągle na nowo, a Caspar von Schrenck-Notzing, że konserwatyzm nie tyle jest zwartą ideologią, ile postawą wobec świata i wobec historycznych zmian w społeczeństwie, a to, co konserwatywne „rodzi się w zamęcie dnia”. W pewnym sensie więc rodzi się codziennie, w zamęcie każdego dnia. Taka postawa pozwala zrozumieć paradoksalną formułę Konserwatywnej Rewolucji. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, którego reprezentanci zajmując bardzo krytyczną postawę wobec „nowoczesności”, równocześnie nie zrywają z nią całkowicie, używają niektórych jej instrumentów, starają się znaleźć nowe sposoby legitymizacji swoich koncepcji i wizji, opisać świat, który ich otacza przy pomocy nowych kategorii, znaleźć nowy język, nowe środki wyrazu, podjąć wyzwania epoki współczesnej w taki sposób, aby z góry nie skazać się na klęskę.

Konserwatywna rewolucja na tle epoki

„Epoka humanitaryzmu to epoka, w której ludzie stali się rzadsi.” Ernst Jünger

„Człowiek, który coś znaczy, żyje w taki sposób, że jego życie jest poświęceniem dla jego idei.” Oswald Spengler

Niemiecka Konserwatywna Rewolucja nie narodziła się oczywiście w próżni i, mimo zerwania, o którym pisaliśmy wyżej, ma zarówno swoich niemieckich jak i obcych „ojców chrzestnych” [9], i własne, autonomiczne wobec zewnętrznego świata mechanizmy rozwoju. Jednak „rodzi się ona w zamęcie dnia”, jest przede wszystkim odpowiedzią, a w tym sensie „reakcją” na duchowo-polityczną sytuację Europy i Niemiec. I mniej ważne jest, jaka naprawdę była ta sytuacja, niż to, jak konserwatywni rewolucjoniści tę sytuację widzieli i odczuwali. Przede wszystkim dostrzegali oni, że rozpada się świat dawnej Europy (Il mondo casca!). Rozpad zapoczątkowany Rewolucją Francuską, która okazała się zwycięska, zainicjowała likwidację państwa stanowego, wyniosła do władzy mieszczaństwo i zrodziła ideologię oraz praktykę polityczną demoliberalizmu. Konserwatywni rewolucjoniści mieli poczucie, że żyją na przełomie epok, widzieli, że zanika dawna jedność Europy oparta na syntezie antyku, chrześcijaństwa i pewnych tradycji germańskich, celtyckich, słowiańskich itd. Cały ten gmach europejskiej cywilizacji zapada się w gruzy, następuje wielkie historyczne cięcie, oddzielające od siebie dwie epoki. Najbardziej widoczną manifestacją tego cięcia była oczywiście wojna światowa stanowiąca dla większości konserwatywnych rewolucjonistów przeżycie pokoleniowe: „Wojna jest naszym ojcem, spłodziła nas jako nową generację w rozżarzonym łonie okopów” (Ernst Jünger). Europa weszła w fazę interregnum: dawne formy zostały zniszczone lub same się rozpadły a nowych jeszcze nie ma. Konserwatywni rewolucjoniści uważali , że kończy się także faza demoliberalna, że władza mieszczaństwa, która wchłonęła również dziewiętnastowieczny socjalizm i nacjonalizm, dobiega końca. Mieszczański socjalizm reprezentowany przez partie socjaldemokratyczne to według nich „najsilniejszy oddział bojowy systemu”, „bastion i filar demoliberalizmu” [10]. Dawne formy życia giną pod naporem techniki i industrializacji, dziewiętnastowieczny demoliberalizm z jego prawami człowieka, jego parlamentaryzmem opartym na zasadzie wspólnego poszukiwania „prawdy” i „racjonalności” staje się fikcją w ramach masowej demokracji. Ale mieszczaństwo broni swoich pozycji, broni swojej władzy nadal posługując się ideologiczno-politycznym instrumentarium zrodzonym w okresie Rewolucji Francuskiej, nadal głosząc hasła „wolności, równości, braterstwa”. Republika Weimarska jest dla konserwatywnych rewolucjonistów tworem wykreowanym przez państwa zwycięskie w wojnie światowej, zbudowanym na ideologicznych podstawach demoliberalizmu. Nie jest to państwo suwerenne, ale protektorat zwycięzców, a rządzące nim partie są w mniejszym lub większym stopniu ekspozyturami obcych interesów. Demokracja Weimarska to dla przedstawicieli Konserwatywnej Rewolucji „samobójstwo narodu”, „kolonia reparacyjna”, pseudopaństwo, gdzie, jak pisał Ernst Jünger, przeżuwa się „trzy razy wyplute frazesy Rewolucji Francuskiej”, to system, w którym „plutokratyczny demoliberalizm spada na państwo jak sęp na padlinę” (Friedrich Georg Jünger). Wszechobecna korupcja, anarchia, całkowity upadek autorytetu państwa cechują Republikę Weimarską, która jest przykładem „panowania miernot” (Edgar J. Jung), prowizorium niezdolnym do życia, gdzie „grabarze sami sobie kopią groby” (Ernst Jünger), nie jakimś trwałym tworem, ale poczekalnią czy pokojem przechodnim. W tym państwie partyjnym „wszystkie sprawy publiczne zamieniają się w obiekty kompromisu i łupu partii i sitw, a polityka odległa od tego, aby być sprawą elit, stała się dość pogardzanym geszeftem dla dość pogardzanej klasy ludzi” (Carl Schmitt).
Kontekstem duchowym i politycznym Konserwatywnej Rewolucji jest więc zarówno Europa, której dawna jedność ulega rozkładowi jak i „Niemcy – diabelski kocioł” (Ernst von Salomon) czyli wstrząsana rewoltami, puczami, politycznymi mordami, strajkami, permanentną walką politycznych bojówek spod różnych znaków Republika Weimarska, będąca dla Ernsta Jüngera, Oswalda Spenglera i innych konserwatywnych rewolucjonistów narzuconym Rzeszy Niemieckiej przez zwycięzców, dławiącym gorsetem instytucji politycznych i idei zasługujących jedynie na zniszczenie, gdyż w przeciwnym razie Niemcy skazane będą na egzystencję politycznego eunucha, a naród niemiecki zepchnięty ze swej odrębnej drogi ulegnie „helotyzacji” i „esperantyzacji”, zacznie mówić „międzynarodowym językiem kramarzy”, straci swą tożsamość, skarleje duchowo i moralnie, a Rzesza Niemiecka nigdy nie odzyska właściwej dla siebie pozycji w Europie i na świecie. Jednak ta nowa Rzesza nie powstanie na drodze restauracji („Restauracja wilhelmińska byłaby najbardziej bezsensowną rzeczą” – Moeller van den Bruck), ponieważ Rzesza przedwojenna, jak pisał Ernst Jünger, „zatonęła w ogniu i krwi” i nigdy już nie odrodzi się w dawnym kształcie, ale będzie nową formą państwa, kolejnym wcieleniem „niemieckiej idei”.

Panorama „konserwatywnej rewolucji”

„Konserwatysta ma swą postawę we krwi” Georg Quabbe

Niemiecka „Konserwatywna Rewolucja” jest zjawiskiem tak wielokształtnym i heterogenicznym, że dokonywanie w jej obrębie klasyfikacji i podziałów jest rzeczą niesłychanie trudną. Ani systematyczna analiza poglądów proponowana przez Stefana Breuera, ani „fizjognomiczne” podejście proponowane przez Armina Mohlera oparte na rozpoznaniu pewnych „obrazów przewodnich” czy „mitów” (w sensie sorelowskim) nie są zadowalające. Breuer, jak wspomnieliśmy na początku, w ogóle kwestionuje zasadność obejmowania jednym pojęciem tak różnorodnych poglądów i wskazuje na to, że w klasyfikacji Mohlera mającej za podstawę owe „obrazy przewodnie” czy „mity” niektórzy autorzy zaliczani przez niego do Konserwatywnej Rewolucji w żaden sposób się w niej nie mieszczą [11]. Niezależnie jednak od naciąganych w wielu miejscach tez Mohlera, dość powszechnie przyjęto jego podział na nurty wewnątrz Rewolucji Konserwatywnej czyli na volkistów, „młodokonserwatystów”, narodowych rewolucjonistów, ruch młodzieżowy czyli tzw. bundische Jugend oraz ruch chłopski (tzw. Landvolkbewegung). Od razu jednak wypada zauważyć, że Mohler zmuszony był do wyróżnienia grupy autorów nie mieszczących się w tym podziale, najwybitniejszych, więc łamiących przyjęte klasyfikacje jak Oswald Spengler, Carl Schmitt i Ernst Jünger.
Nie będziemy się tutaj zajmować ani volkistami, ani ruchem chłopskim, ani wreszcie ruchami młodzieżowymi. Volkistami dlatego, że stanowią oni zjawisko specyficzne, zajmują miejsce na najniższym piętrze Konserwatywnej Rewolucji, a ich dorobek, mimo, iż ogromny pod względem ilościowym, intelektualnie dostosowany jest do poziomu masowej demokracji [12]. Ruch chłopski był zjawiskiem czysto politycznym i nie pozostawił po sobie idowego dorobku [13]. Z kolei młodzieżowe Bundy, niezwykle interesujący polityczny i kulturalny fenomen tamtych lat, były przede wszystkich pewnymi formami życia i działania a równocześnie fazą, po przekroczeniu której młodzi ludzie szli albo na prawo, albo na lewo [14].

„Młodokonserwatyści” (die Jungkonservativen)

„Zwierzę wypełza w człowieku. Afryka wschodzi zmierzchem nad Europą. Musimy być strażnikami na progu wartości.” Arthur Moeller van den Bruck

„Młodokonserwatyści” są grupą w obrębie Konserwatywnej Rewolucji stosunkowo najbardziej umiarkowaną, rzeczywiście konserwatywną, u której przejście przez „czas osiowy” jest najbardziej płynne, zerwanie z dawnym konserwatyzmem najmniej gwałtowne. Są też oni w największym stopniu skłonni do zawarcia pewnych kompromisów z „systemem”, ponieważ uważają, że w instytucjach tego państwa (wojsko, policja, administracja, dyplomacja, niektóre partie) ciągle jeszcze istnieje pewna ilość „konserwatywnej substancji”, która może i powinna być wykorzystana dla budowy nowego państwa [15]. Do najwybitniejszych przedstawicieli „młodokonserwatystów” należą Arthur Moeller van den Bruck, autor takich książek jak „Styl pruski”, „Prawo młodych narodów”, „Trzecia Rzesza”, „Człowiek polityczny”, „Wieczna Rzesza” oraz skupieni wokół niego autorzy: Max Hildebert Boehm („Samodzielny naród”, „Mieszczanin w krzyżowym ogniu”, „Europa irredenta. Wprowadzenie do problemów narodowościowych naszych czasów”), Heinrich von Gleichen („Bolszewizm i niemieccy intelektualiści”, „Wolny naród”), Eduard Stadtler („Bolszewizm i jego przezwyciężenie”. „Dyktatura rewolucji socjalnej. Pozapartyjny program akcji przezwyciężenia anarchii w Niemczech”, „Rewolucja wojny światowej”, „Wojna światowa i kwestia socjalna”), Martin Spahn („O ideę Rzeszy”), Heinz Brauweiler („Szkoła polityki”). W Hamburgu działają: Wilhelm Stapel („Chrześcijański mąż stanu. Teologia nacjonalizmu”, „Fikcje konstytucji Weimarskiej”, „Antysemityzm i antygermanizm”), Albrecht Erich Gunther („Totem”) i Hans Bogner („Urzeczywistniona demokracja”). Do „młodokonserwatystów” zaliczani są również autorzy skupieni wokół czasopisma „Die Tat” (Czyn): Hans Zehrer, Ferdinand Fried („Koniec kapitalizmu”), Giselher Wirsing ( „Międzyeuropa i niemiecka przyszłość”. „Niemcy w polityce światowej”), Ernst Wilhelm Eschmann („Faszystowskie państwo we Włoszech”, „Faszyzm w Europie”). Obok Moellera van den Brucka najważniejsi przedstawiciele „młodokonserwatyzmu” to Edgar J. Jung („Panowanie miernot”. „Interpretacja niemieckiej rewolucji”), Georg Quabbe („Tar a Ri. Wariacje na konserwatywny temat”, „Ostatnia Rzesza”), Hans Freyer („Anteusz. Ustanowienie etyki świadomego życia”, „Prometeusz. Idee filozofii kultury”, „Teoria ducha obiektywnego”, „Państwo”, „Rewolucja z prawa”, „Panowanie i planowanie”), Karl Haushofer (liczne prace z dziedziny geopolityki) [16]. Z pozostałych, dość licznych „młodokonserwatystów” wymienić wypada jeszcze Augusta Winniga („Rzesza jako republika 1918-1928”, „Strażnicy ognia”), Hermanna Ulmanna („Prawica umiera-niech żyje prawica”, „Na wielkim zakręcie”), Ernsta Forsthoffa („Państwo totalne”), Georga Weiperta („Zasada hierarchii”), mieszkającego w Wiedniu teoretyka uniwersalizmu Othmara Spanna („Prawdziwe państwo”), teoretyka katolickiej Rzeszy Hansa Eibla („O sensie współczesności”), teologów i teoretyków państwa protestanckiego Friedricha Gogartena („Etyka polityczna”, „Samoświadomość naszego czasu i wiara chrześcijańska”) i Emanuela Hirscha („Los Niemiec”, „Państwo i Kościół w XIX i XX wieku”) [17].
„Młodokonserwatyści” próbują na nowo sformułować zasady konserwatyzmu, zajmują się teorią państwa, kwestiami ustrojowymi i prawnymi, problematyką państwa demokratycznego, autorytarnego, totalnego i totalitarnego, federalizmem i geopolityką. W pewnym stopniu punktem odniesienia i wzorem jest dla wielu z nich nadal dawna Rzesza z jej „pluralistyczną”, federalistyczną strukturą. Niektórzy marzą nawet o renovatio dawnego Sacrum Imperium. Najsilniej też obecne jest u „młodokonserwatystów” dziedzictwo chrześcijańskie i zainteresowanie dla problematyki teologiczno-politycznej. Niektórzy z „młodokonserwatystów” teoretyzują na temat państwa stanowo-korporacyjnego, którego koncepcję pragną unowocześnić i dostosować do warunków epoki industrialnej (inni, np. Hans Freyer, uważa jednak, że społeczeństwo mieszczańskie na trwałe zniszczyło ład stanowy).
Mimo iż „młodokonserwatystów” można zaliczyć do najbardziej umiarkowanych w obrębie Konserwatywnej Rewolucji, to ich zasadnicza wrogość wobec Republiki Weimarskiej jak i demoliberalizmu nie ulegają najmniejszej wątpliwości. Moeller van den Bruck stwierdzał zdecydowanie: „Narody upadają poprzez liberalizm”. I nie tylko pojedyncze narody, gdyż liberalizm, jego zdaniem, prowadzi do samozagłady całej ludzkości, jest niszczycielem kultur, religii i ojczyzn. Jest trucizną dla systemu państwowego, samobójczo przedkłada politykę wewnętrzną nad zagraniczną, redukując ją do polityki partyjnej. Demoliberalizm niszczy organiczne więzi społeczne, wykorzenia i demoralizuje ludzi, niszczy jedność narodu, sprawia, że państwo staje się dla gospodarki „chłopcem na posyłki” (Hans Freyer), jest wyrazem degeneracji i osłabienia sił witalnych (Wilhelm Stapel). Demokracja weimarska, zdaniem Freyera, „zepsiała do poziomu fasady i kłamstwa”. Inny z wybitnych „młodokonserwatystów” Edgar J. Jung widział w aktualnym systemie jedynie „panowanie miernot”, demoliberalizm uznawał za źródło anarchii, system parlamentarnej demokracji w Niemczech za „państwo pozorne”, zalecał „zniszczenie tego spróchniałego świata i przygotowanie wielkiej niwy, na której wzrośnie nowy siew” i nawoływał do „chrześcijańskiej, konserwatywnej rewolucji”, do „zniszczenia partii ogniem i mieczem”. Pisał: „Konserwatywną Rewolucją nazywamy przywrócenie szacunku dla tych wszystkich elementarnych zasad i wartości, bez których człowiek traci związek z naturą i Bogiem, i bez których nie może być zbudowany żaden prawdziwy ład. W miejsce równości wejdzie wewnętrzna hierarchia wartości, w miejsce mechanicznych głosowań organiczne rośnięcie elit, w miejsce biurokratycznego przymusu odpowiedzialność autentycznego samorządu, w miejsce masowego szczęścia prawo wspólnoty narodowej”. Należy, pisał Jung, „przezwyciężyć chaotyczny stan białej rasy”, „z niemieckiego środka starej Europy rozwinąć nowego europejskiego ducha” i nie ustawać w zaciekłej walce z „diabelskimi armiami” nihilistów, zwolennikami demokratyzmu, równości i suwerenności ludu.
Zaznaczają się już, według niego, zarysy społecznych form przyszłej, zdominowanej przez mity epoki. Hans Zehrer z „Czynu” stwierdzał, że proces upadku jest nieunikniony, ale „równocześnie gwarantuje on poprzez samozniszczenie starych i zbutwiałych form, że nastąpi samooczyszczenie”. „Młodokonserwatyści” widzieli jasno, że wojna światowa oznacza koniec pewnej epoki i początek nowej. M. H. Boehm pisał, że wojna przyniosła „upadek starej generacji i jej świata” oraz wdarcie się młodych na arenę polityczną. W młodej generacji, zdaniem Hansa Freyera, tkwią „nieskończone zasoby siły, aby wytępić potwory, zdobyć jabłka Hesperyd i z wczorajszej ziemi samowolnie uczynić ziemię nową”. Hans Zehrer stwierdzał: „Tu zdarzyło się coś rzadkiego w historii i mistycznego, że los wezwał całą warstwę zrywając jej zasłonę sprzed oczu i pozwalając jej zajrzeć w głębie, gdzie Parki przędą nić, i której złożył na barki ciężar całego stulecia”. Jung pisał, że wojna zrodziła nowego „nadmieszczańskiego” człowieka, którego najważniejszymi cechami są heroizm i gotowość do poświęceń.
„Młodokonserwatyści” nie wahali się mówić językiem siły, a wojnę i przemoc uznawali za niemożliwe do usunięcia z życia państw i narodów. Moeller van den Bruck nawoływał „młode” narody, aby zbuntowały się przeciw „starym” narodom i groził Francuzom „sycylijskimi nieszporami”. Grupa „Czynu”, jak pisze w swojej książce Stefan Breuer, „zaklinała miecz i pięść jako jedyne argumenty, które nie pasują do ram liberalnego systemu rozumu i dyskusji”. Edgar J. Jung stwierdzał, że „przemoc jest elementem życia” a „naród niezdolny już do żadnego zademonstrowania przemocy może być podejrzany o to, że znajduje się w fazie biologicznej degeneracji”.
„Młodokonserwatyści”, szukając wyjścia z katastrofalnego położenia w jakim znalazł się ich kraj i pragnąc odrodzenia wielkości swej ojczyzny, próbują nadać nowy sens pojęciom „narodu” i „Rzeszy”, dokonują radykalnej krytyki demoliberalizmu, któremu przeciwstawiają nowe idee państwowe oparte na hierarchii i autorytecie, mające u podłoża koncepcję „odspołecznienia” państwa, wizję nowej elity mężczyzn zdolnych do przezwyciężenia demoliberalnej anarchii. Narodowi, pisał Boehm, potrzebna jest męska potencja ku temu, co państwowe, gdyż, kiedy jej brak, naród feminizuje się i upada. Edgar J. Jung pragnął, aby ta elita formowała się w ożywione żołnierskim duchem „związki mężczyzn” [18]. Także Hans Freyer przeciwstawiał się demokratycznej feminizacji i pisał, że wszędzie tam, gdzie mężczyźni są razem, tam „istnieje między nimi milcząca więź, organiczne zrozumienie tysiąca rzeczy, pęd, aby prowadzić i aby podążać, rozkosz walki i wspólnoty”.
„Młodokonserwatyści”, choć jak już pisałem, byli najbardziej „konserwatywni” ze wszystkich nurtów Konserwatywnej Rewolucji to także i oni mieli ostre poczucie faktu, że dawna epoka nie powróci już nigdy w swoim poprzednim kształcie. Żywili niekiedy złudzenia, ale widzieli jasno, że dokonał się rewolucyjny przełom i że stoją na progu czegoś nowego. Oś czasu również i ich pociągnęła za sobą.

Narodowi rewolucjoniści

„Europa była zegarem świata. Ten zegar stoi.” Harro Schulze-Boysen

„Ale my kochamy to, co nieświadome; kusi nas wino, miłość i krew.” Ernst Jünger

O ile „młodokonserwatyści” reprezentowali nurt umiarkowany w ramach Konserwatywnej Rewolucji, skłonni byli do pewnych kompromisów politycznych i mieścili się najczęściej w obrębie „mieszczańskiego” stylu życia, o tyle narodowi rewolucjoniści stanowią grupę najbardziej radykalną, odrzucającą wszelkie kompromisy z systemem i gotową, w przeciwieństwie do „młodokonserwatystów” reprezentujących zdecydowany antykomunizm i antysowietyzm [19], zbliżyć się w pewnych kwestiach do skrajnej lewicy i szukać sojusznika w Związku Sowieckim. Narodowi rewolucjoniści, inaczej niż „młodokonserwatyści”, z których wielu robiło normalną „mieszczańską” karierę zawodową lub naukową, ucieleśniają najpełniej „nowy typ rewolucyjny” zrodzony w okresie wojny i następującej po niej wojnie domowej. Młodzi kombatanci wielkiej wojny, członkowie freikorpsów walczący na granicach Rzeszy – na Górnym Śląsku, na Łotwie i w Estonii, członkowie grup zwalczających separatyzm i tłumiących komunistyczne rewolty, uczestnicy nielegalnych organizacji przeprowadzający akcje sabotażowe w Zagłębiu Ruhry, członkowie tzw. związków bojowych i konspiracyjnych kółek, prawicowi chaoci i awanturnicy marzący o Wielkiej Rzeszy, outsiderzy nie mogący sobie znaleźć miejsca w normalnym życiu, romantyczni rebelianci z „Jugendbewegung” odrzucający normy „mieszczańskiego” świata, prawicowi desperados zbuntowani przeciw wszystkiemu i wszystkim: z takich ludzi rekrutowali się narodowi rewolucjoniści okresu Republiki Weimarskiej. To do nich można odnieść słowa Hugo von Hofmannstahla o młodych ludziach „poszukujących ostatecznej więzi stojącej ponad wszelkimi regułami i będącej równocześnie geometrycznym miejscem wszystkich możliwych reguł”, miejscem, z którego można wyważyć świat z zawiasów.
Do najważniejszych autorów [20] tego nurtu zalicza się przedstawicieli „żołnierskiego nacjonalizmu” Franza Schauweckera („W gardzieli śmierci”, „Sąd Ostateczny”, „Ognista droga”, „Wymarsz narodu”, „Niemcy samotni”, „Decyzja”, „Taka była wojna”, „Taki jest pokój”), Wernera Beumelburga („Ogień zaporowy wokół Niemiec”, „Ypern 1914”, „Niemcy w kajdanach. Od Wersalu do planu Younga”, „Żelazne prawo. Książka dla tych, którzy przyjdą”, „Bismarck zakłada Rzeszę” i wiele innych powieści historycznych), Edwin Erich Dwingera („Pasja niemiecka”, „Armia za stalowym drutem. Dziennik syberyjski”, „Między Czerwonymi a Białymi. Rosyjska tragedia 1919-1920”, „Wzywamy Niemcy”, „Ostatni jeźdźcy”, „Ostatni sen”), Friedricha Wilhelma Heinza („Materiał wybuchowy”, „Naród atakuje”), Helmuta Franke („Państwo w państwie. Zapiski militarysty”, „Torujemy drogę”), Herberta Volcka („Buntownicy w imię honoru”, „Odyseja dla Niemiec”, „Wilki”).
Spośród pisarzy narodowo-rewolucyjnych na szczególną uwagę zasługuje Ernst von Salomon, bojownik freikorpsów, którego miłość do ojczyzny pchnęła na manowce terroryzmu. To z kręgu jego przyjaciół i współtowarzyszy z freikorpsów pochodzą zabójcy ministra Erzbergera. Prawicowi desperados wypowiadają otwartą wojnę państwu oskarżanemu przez nich o zdradę narodu. Ofiarą zamachu, w którym Ernst von Salomon pomaga a potem organizuje ucieczkę zabójców, pada minister spraw zagranicznych Walther Rathenau. Motywy zabójstwa odsłaniają po części ideologię narodowych rewolucjonistów: Rathenau reprezentuje według nich typ burżuja stawiającego ponad wszystko pieniądz, sukces ponad prawdziwy sens życia, czynniki ekonomiczne ponad los. To on m.in. odpowiedzialny był, według nich, za klęskę wojenną Rzeszy, to on jest jednym z głównych bohaterów „legendy o ciosie nożem w plecy”. Zamachowcy widzieli w nim narzędzie zwycięskich mocarstw, wynajętego człowieka Zachodu, posłusznego wykonawcę rozkazów płynących z obcych stolic [21]. Po zamachu Ernst von Salomon zostaje ujęty i skazany. W latach 1922-1927 odsiaduje karę więzienia. Jego najbardziej znane powieści to „Potępieni”, „Miasto” (krążące wokół tematu zamachu i rozgrywające się w środowisku narodowych rewolucjonistów) oraz „Kadeci”. Po wojnie, w 1951 roku publikuje powieść „Ankieta”, która staje się wielkim sukcesem wydawniczym.
Spośród innych literackich świadectw „narodowo-rewolucyjnego” ducha warto wymienić „Jeźdźców w niemieckiej nocy” Hannsa Heinza Ewersa i „O/S. Powieść” Arnolta Bronnena [22]. Do głównych politycznych ideologów narodowej rewolucji należy Friedrich Hielscher („Rzesza”), Hugo Fischer („Lenin – Makiawel Wschodu”), Hans Schwarz ( „Europa na przełomie”, „Ponowne narodziny człowieka heroicznego”, „Kwestia pruska”) i były marksista aktywny w okresie Bawarskiej Republiki Rad, redaktor pisma „Widerstand” (Opór) Ernst Niekisch („Myśli o niemieckiej polityce”, „Polityka i idea”, „Decyzja”, „Hitler – niemieckie fatum”, „Polityka niemieckiego oporu”, „Trzecia figura imperialna”. W środowiskach narodowych rewolucjonistów działali również bracia Jüngerowie – Ernst i Friedrich Georg.
Narodowi rewolucjoniści są wrogami Oświecenia oraz idei 1789 roku i odrzucają to, co było ich konsekwencją: indywidualizm, prawa człowieka, kapitalizm, marksizm, parlamentaryzm, humanitaryzm, demoliberalizm, wiarę w postęp. Byli zaciekłymi wrogami Wersalu i Republiki Weimarskiej, wrogami tzw. Zachodu i tzw. Europy, niezłomnymi obrońcami niemieckiej „odrębnej drogi” [23], których celem było religijne, duchowe i moralne odrodzenie narodu niemieckiego, „zebranie i skondensowanie siły w zamkniętym absolutyzmie” (F. G. Jünger) i odbudowanie potęgi Rzeszy. Wzorem idei państwowej były dla nich Prusy. Propagowali cnoty wojskowe, ascetyczne i heroiczne, które przeciwstawiali kramarskim wartościowaniom mieszczaństwa. Naśladować pragnęli średniowiecznych mnichów, tak samo jak oni być pełni żarliwości, bojowego ducha i niezłomnej woli realizowania swoich ideałów w epoce nowego, technicznego średniowiecza. Chcieli reprezentować świat bohaterów przeciw światu handlarzy, utopić materializm, utylitaryzm, racjonalizm w „ciemnym nurcie krwi i losu”, rzucić „zapalającą pochodnię w świat zachodni”. Jak pisał jeden z nich: „Droga do narodu prowadzi przez twórcze zniszczenie”. A inny głosił „całkowite zniszczenie obecnego porządku”. Niemiecki nacjonalista to dla nich ten „Kto raczej na kawałki porąbie cały świat niż miałby stać się winny niewierności wobec własnego niemieckiego `ja`. Inny pisał: „Chcemy chaosu, ponieważ chcemy go okiełznać”. Szukali spełnienia w tym, co „egzotyczne, rewolucyjne, chaotyczne, ale równocześnie szukali formy, kształtu i klasyczności”. O narodowo-rewolucyjnym typie „pruskiego anarchisty” tak pisał Armin Mohler: „Z jednej strony jest on anarchiczny, ponieważ stary, spetryfikowany porządek rozpada się, i dlatego afirmuje on zniszczenie jako jedyną drogę do nowego wzrostu (…), ale drugą stroną medalu jest `pruski` porządek, szukający więzi i domagający się formy, gdyż zniszczenie nie może być celem samym w sobie”. Byli więc narodowi rewolucjoniści – zarówno entuzjaści, polityczni mistycy, irracjonalni aktywiści, chialistyczni marzyciele, wizjonerscy romantycy jak i kondotierzy i zimni gracze – bojownikami rewolty w imię ładu, niszczycielami „starego” w imię nowych więzi, anarchistami w imię służby, posłuszeństwa i ofiarności, rebeliantami w imię autorytetu i nowych hierarchii.
Narodowi rewolucjoniści, choć wrogowie idei Rewolucji Francuskiej, odrzucali wszelkie „reakcyjne” koncepcje: restaurację monarchii i społeczeństwa stanowego, ale także mieszczański, demoliberalny kapitalizm, gdyż jedyne co może być skuteczne to, według nich, „przebić się w przód” i „zniszczyć wszystkie polityczne formy liberalizmu” (F. G. Jünger). Tenże F. G. Jünger pisał: „Nacjonalizm nie może być dzisiaj ani monarchistyczny, ani republikański, ani reakcyjny, ani liberalny. Musi być nacjonalistyczny w pełnym znaczeniu tego słowa, które oznacza w coraz większym stopniu wolę nowego, swoistego państwa. Ruch nacjonalistyczny ma inne zadania niż przywrócenie do władzy gromady zdetronizowanych książąt lub obrona ideologicznej konstytucji. Jego pierwszym zadaniem jest całkowicie zniszczyć panujący system liberalizmu i zastąpić państwo mechaniczne państwem organicznym tzn. w miejsce abstrakcyjnych większości postawić absolutyzm nacjonalistycznej osobistości”. Mieli wyraźne nastawienie socjalrewolucyjne, co zbliżało ich do lewicy. Chcieli „unarodowienia” proletariatu podziwianego przez nich za rewolucyjny heroizm, aby w ten sposób zdobyć bazę społeczną dla swojej polityki. Jeśli akceptowali własność prywatną, to jako obowiązek służby państwu i narodowi. Ich skłonność do gospodarczego kolektywizmu (choć o różnym natężeniu) [24] wywołana przez nieokiełzaną nienawiść do wszelkich wartości i zasad mieszczańskiego świata zachodniego, jest bardzo wyraźna (Ernst Niekisch pisał o nocy św. Bartłomieja dla wszystkiego, co zachodnie i mieszczańskie w Niemczech). Poszukiwali Trzeciej Drogi pomiędzy zachodnim marksizmem i „azjatyckim bolszewizmem” z jednej strony, a mieszczańskim kapitalizmem z drugiej. Ich przyjazny stosunek do Związku Sowieckiego wypływał przede wszystkim z taktycznych kalkulacji politycznych, choć po części można go uznać za przejaw typowego dla narodowych rewolucjonistów zafascynowania Wschodem i zainteresowania światem słowiańskim. Podziwiali polityczny, ascetyczny fanatyzm bolszewików, ich wolę władzy, ich sukcesy w walce przeciw mocarstwom kapitalistycznym i ideologiczną spójność marksistowskiego światopoglądu. Pozbawieni bazy społecznej, nieuleczalnie rozbici na grupy i grupki zaadaptowali dla własnych celów koncepcję rewolucyjnego przewrotu dokonanego przez garstkę zdeterminowanych i gotowych na każde ryzyko zawodowych rewolucjonistów. Dążyli do sojuszu ze Związkiem Sowieckim, aby stworzyć narzędzie dla rozsadzenia systemu powersalskiego. Związek Sowiecki miał być taranem dla rozbicia „zachodniego imperializmu”, w którego kleszczach znalazły się również Niemcy. Niemcy i Związek Sowiecki wraz z ludami Azji i Afryki miały stworzyć wspólny front przeciw „zachodniemu kolonializmowi” i „imperializmowi”, ponieważ są ich ofiarami i mają wspólny interes w ich zniszczeniu: „Jest faktem oczywistym, że między Rosją i Niemcami nie ma żadnej zasadniczej sprzeczności interesów. Nic nie stoi na drodze ich ścisłej współpracy, przeciwnie, jest ona pożądana ze względu na wspólnotę ich egzystencjalnych interesów, ze względu na rzadką jedność celów politycznych” (F. G. Jünger) [25]. Najważniejszym celem narodowych rewolucjonistów było „wysadzenie w powietrze europejskiego związku dla pokojowej eksploatacji Niemiec” (F. G. Jünger). W tym celu należało zawrzeć porozumienie z Rosją Sowiecką: „Cała demokracja wraz ze swoimi latoroślami jest dziś antyrosyjska. Na prawicy znajdziemy antybolszewickie, na lewicy probolszewickie resentymenty; ale zarówno lewica jak i prawica są antyrosyjskie”. Tymczasem: „Zadaniem zdecydowanego nacjonalizmu jest podkreślać wartość konstelacji siły potrafiącej zapobiec skutkom polityki Ligi Narodów i osłabić znaczenie układu wersalskiego. Możliwość takiej polityki jak najbardziej istnieje. Jest ona nie do pomyślenia bez Rosji” (F. G. Jünger). Chcieli Trzeciej Drogi wiodącej pomiędzy Wschodem i Zachodem, chcieli też Europy będącej ponadnarodową federacją narodów europejskich.
Narodowi rewolucjoniści odrzucali wszelkie kompromisy z panującym systemem partyjnej demokracji: „Ruch nacjonalistyczny musi wreszcie jasno sobie uświadomić, że współczesny system partyjny nie może być zniszczony przez partie polityczne. Nacjonalizm nie może rozwijać swojej siły bojowej na sposób liberalistyczny. Musi manifestować przezwyciężenie państwa partyjnego i klasowego już poprzez samo to, że trzyma się z daleka od partii i rezygnuje z jakiejkolwiek działalności w parlamencie. Trzeba zamorzyć głodem te formy liberalizmu. Zadaniem nacjonalizmu nie może być uprawianie mniej czy bardziej wątłej opozycji. Nic nie zmieni się na lepsze, jeśli będzie on posłusznie poruszał się w obrębie starych metod i praktyk. Takie postępowanie zdradza duchową niższość i niezrozumienie wielkich zadań przyszłości” (F. G. Jünger). Nie chcieli wzmacniać partii i „wspierać ich kreciej roboty”. Albowiem „nacjonalizm nie wie co to współpraca z panującym systemem, nie wie co to prawica i co to lewica, nie wie, co to monarchistyczne sympatie i kompromisy. Jest on na wskroś rewolucyjnym aktywizmem, jest republikański i dyktatorski. Reprezentuje ideę absolutnego państwa i odrzuca plutokratyczne państwo listopadowe, w którego działaniach i hasłach nie ma żadnego udziału, ponieważ nie chce być współwinny temu, co w nim się dzieje” (F. G. Jünger). System weimarski uważali za skorumpowany do cna: „Rozpad idei demokratycznej obejmuje całość demokratycznych organizacji i jest dziś zauważalny wszędzie. Wyraża się on w postępującym rozkładzie, w owej rozprzestrzeniającej się anarchii będącej córą liberalizmu. Epoka demokratyczna zbliża się do końca. Nic silniej nie potwierdza tego faktu niż duchowa postawa tych, którzy umiarkowanie lub z radykalnym patosem epokę tę reprezentują. Niesłychana katastrofa przygotowuje się w śmietance republiki. Zgnilizna rozszerza się gwałtownie; wydobywa się ona z samej świątyni i wypełnia życie publiczne ciągle na nowo wyziewami korupcji, które zawsze można wyczuć tam, gdzie następuje rozkład. Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć na pewno, że trwanie przy obecnych formach politycznych przyniesie nowe, niesłychane skandale korupcyjne, które zniszczą ową resztkę zaufania zachowaną dotychczas przez tych, którzy niczego się nie mogą nauczyć. Jest to nieuniknione, gdyż rozpad idei demokratycznej wyraża się nie na sposób abstrakcyjny, ale poprzez ludzi ją reprezentujących. Idee proklamowane z ogniem i rewolucyjnym patosem w 1789 roku, i które, choć w sposób sloganowy, głoszono z żarliwością i obywatelskim patosem w 1848 roku w Niemczech, są dziś niczym innym jak płaszczykiem dla korupcji, pięknego kłamstwa i szybko narastającego brudu” (F. G. Jünger).
Narodowi rewolucjoniści zapewne powtórzyliby za Saint-Exuperym: „Nienawidzę swojej epoki z całej duszy. Człowiek umiera w niej z pragnienia”. Oni nie chcieli umierać z pragnienia. Byli politycznymi absolutystami, jak Winston Churchill określił T. E. Lawrence`a, zadziwiającą mieszanką ducha pruskiego i ducha rebelii, „wędrownymi ptakami” z naganem za pazuchą błądzącymi pośród wypalonych ruin starego świata w poszukiwaniu idealnej Rzeszy, buntownikami trawionymi głodem prawdziwej służby i prawdziwego posłuszeństwa, straconym legionem nacjonalistycznej rewolty, który kochał „zdobywanie łupów na polu bitewnym nieskończonych możliwości”(Ernst Jünger). Chcieli, by posłużyć się cytatem z Eichendorffa, „szturmować bramy niebios”. Dla jednych ów szturm zakończył się służbą u nowych panów, dla innych emigracją lub „emigracją wewnętrzną”, dla jeszcze innych więzieniem, śmiercią na froncie lub w konspiracji przeciw reżimowi narodowosocjalistycznemu, a w konsekwencji pod toporem katowskim. Narodowa rewolucja pozostała niespełnionym marzeniem.

Gwiazdy Konserwatywnej Rewolucji

„Życie nie jest świętością.” Oswald Spengler

„Homo homini homo – no, dziękuję; lepiej już mieć do czynienia z prawdziwymi wilkami niż z tymi bękartami lisa i kuny.” Carl Schmitt

Pośród autorów Konserwatywnej Rewolucji znajduje się kilku, którzy nie mieszczą się do końca w żadnym z jej nurtów, rozsadzają wszystkie z konieczności schematyczne kategorie. Są to najwybitniejsi przedstawiciele Konserwatywnej Rewolucji, a ich twórczość do dzisiaj nie przestaje fascynować i jest przedmiotem zainteresowania w wielu krajach świata. Autorzy ci to: Oswald Spengler, Ernst Jünger, Carl Schmitt. Na temat ich twórczości napisano dziesiątki książek oraz setki rozpraw i artykułów, ograniczę się więc tylko do kilku słów na ich temat [26].
Oswald Spengler [27] nazywany „samotnym wilkiem” Konserwatywnej Rewolucji lub „Encyklopedystą prawicy” znany jest przede wszystkim jako autor monumentalnego dzieła „Upadek Zachodu”, w którym wieścił nieunikniony upadek Zachodu, ponieważ uważał, że zanikła w nim wola przetrwania, a spadek liczby urodzin u narodów europejskich wyraża „metafizyczną skłonność ku śmierci”. Nastąpił zanik kreatywności we wszystkich dziedzinach życia i zanik poczucia sacrum, wojna światowa przyniosła całkowite zwycięstwo demokracji (najpierw mieszczanie zastąpili arystokrację, potem sami zastąpieni przez proletariat), upadła zasada hierarchii, pieniądz zwyciężył honor i tradycję, Europę zaludniają pozbawieni korzeni, odcięci od prawdziwego życia mieszkańcy megalopolis. O przynależności Spenglera do Konserwatywnej Rewolucji świadczą także inne jego książki: „Pisma polityczne”, „Człowiek i technika” oraz przede wszystkim wydane w 1933 roku dzieło „Lata rozstrzygnięć”, w którym Spengler zajmuje się „białą” (demoliberalną i socjalistyczną) rewolucją światową czyli autodestrukcją Zachodu dokonaną przez motłoch i jego demoliberalnych, mieszczańskich podżegaczy. U podstaw tej „białej rewolucji” leży nienawiść, jaką do wszelkiej hierarchii, autorytetu państwa, produktywnych elit gospodarczych żywi zarówno motłoch jak i „kapitalistyczni spekulanci”. Po „białej rewolucji” nastąpi „kolorowa” rewolucja światowa, która zaatakuje Zachód z zewnątrz i dobije go. Ostatnią fazą historii Zachodu będzie imperialny cezaryzm, który w końcu padnie ofiarą „łupieżczej rozkoszy młodych ludów lub obcych najeźdźców”. W „Latach rozstrzygnięć” zawierających m.in. krytykę narodowego socjalizmu będącego, według Spenglera, „dyktaturą z dołu”, manifestacją polityczną plebejskich mas, biada Spengler nad ślepotą Zachodu, który nadal nie chce dostrzec zagrażających mu niebezpieczeństw pogrążając się w tchórzliwym optymizmie ze strachu przed rzeczywistością. Czy zresztą jego przestrogi mogli brać poważnie „czytelnicy gazet” i „bydło wyborcze”, przy czym „pomiędzy wyborcami a wybieranymi nie istnieje żadna różnica rang”? Nad Europą panuje „spokój fellachów”, duch „happy endu bytu pozbawionego treści ma swój happy end” a jego nuda sprawia, że „muzyka jazzowa i murzyńskie tańce celebrują marsz wielkiej kultury ku śmierci”. Rozpoczęła się nowa walka o planetę, a tymczasem narody Europy abdykują przed historią na koszt godności, honoru, wolności.
Spengler należy, podobnie jak Ernst Jünger, do „heroicznych realistów”. Zachodowi pozostało już tylko niewiele czasu do momentu, w którym jego historia ostatecznie się zakończy. Człowiek zachodni wkroczył według niego w „całkiem nową, późną i pozbawioną przyszłości, ale nieuniknioną formę ludzkiej egzystencji”. Spengler nie głosi jednak ani bezwolnego fatalizmu, ani woluntarystycznego aktywizmu. Człowiek nie jest wolny, aby urzeczywistnić to lub owo, ale „to co konieczne lub nic”. Ludzie dzielą się na słabych, którzy unikają wyzwań losu i być może przyspieszają upadek, na naiwnych, którzy dążą do niemożliwego i na silnych, którzy przyjmują wyzwania losu. To do tych silnych, do garstki najdzielniejszych, którzy wiedzą jeszcze co to honor, do elity ostatnich rycerzy Zachodu broniących do końca swoich duchowych twierdz obleganych przez hordy barbarzyńców na żołdzie masowej demokracji zwraca się Spengler: „Optymizm jest tchórzostwem. Urodziliśmy się w tej epoce i musimy dzielnie iść do końca drogą nam wyznaczoną. Nie pozostaje nam nic innego. Naszym obowiązkiem jest wytrwać na straconej pozycji, bez nadziei i bez ratunku. Wytrwać jak ów rzymski żołnierz, którego szkielet znaleziono przed bramą w Pompei, a który zginął, ponieważ podczas wybuchu Wezuwiusza zapomniano odwołać go z posterunku. To jest wielkość, to oznacza mieć rasę. Honorowy koniec jest jedyną rzeczą, jakiej nie można ludziom odebrać”.
Carl Schmitt [28] prawnik i politolog należy do najbardziej kontrowersyjnych myślicieli politycznych XX wieku – w jego przypadku używane w gazetowych reklamach określenie „kontrowersyjny” jest jak najbardziej na miejscu, bo wokół jego osoby i jego dzieła polemiki po dziś dzień wybuchają z taką mocą i takim żarem jak, by pozwolić sobie na takie porównanie, wokół jednego z jego mistrzów – Makiawela. Schmitt jako teoretyk państwa nawiązuje do swoich mistrzów: Makiawela właśnie, Hobbesa, de Maistre`a, de Bonalda i Donoso Cortesa, ale dokonuje równocześnie „konserwatywnej rewolucji” – zachowuje to, co obowiązuje zawsze, ale wyraża to w nowym języku, przy pomocy innych kategorii. Jego teoria jest „nowoczesna” nie przestając być „reakcyjną”. Idee schmittiańskie przynależą do Konserwatywnej Rewolucji nie tylko dlatego, że podobnie jak Moeller van den Bruck, Spengler czy bracia Jüngerowie odczuwał odrazę do demoliberalnego systemu Republiki Weimarskiej i chciał wprowadzenia rządów autorytarnych, ale także dlatego, że dzieli z nimi, tak jak z innymi rewolucyjnymi konserwatystami, skłonność do widzenia rzeczywistości jako czegoś wielokształtnego, pełnego paradoksów i barw. Także i Schmitt jest „nominalistą” (w bardziej publicystycznym tego słowa znaczeniu) wrogim wszelkim abstrakcjom, ogólnym teorematom, „uniwersalistycznym” doktrynom i hasłom, które czynią ślepym na realną, pulsującą, pełną napięć egzystencję człowieka, również, rzecz jasna, jego egzystencję polityczną. Niewielka praca Schmitta „Pojęcie polityki”, w której definiuje on politykę jako sferę, gdzie obowiązuje podział na wrogów i sojuszników, po prostu poraża swoją oczywistością, a równocześnie elektryzuje i sprawia, że raptownie zmienia się nasze widzenie świata. Schmitt – polityczny „realista” i „egzystencjalista” dociera zawsze do konkretnego porządku politycznego, do konkretnej konstelacji wrogów i sojuszników, do tego, co ukryte pod demoliberalną (lub inną) maską. Schmitt uczestniczy w konserwatywno-rewolucyjnej „rewolcie przeciw wysuszającym rzeczywistość abstrakcjom zwracając się ku temu, co konkretne, szczególne, co niesie w sobie swój własny sens i nie potrzebuje usprawiedliwienia poprzez odniesienie do tego, co ogólne” (Armin Mohler). Często cytował Schmitt powiedzenie Heraklita: „Każda prawda jest tylko raz prawdziwa”. Pisał: „Każde historyczne działanie i czyn człowieka jest odpowiedzią na pytanie podniesione przez historię. Sytuacja historyczna jest niezrozumiała, dopóki nie jest rozumiana jako wezwanie usłyszane przez człowieka i równocześnie odpowiedź człowieka na to wezwanie. Każde ludzkie słowo jest odpowiedzią. Każda odpowiedź otrzymuje swój sens poprzez pytanie, na które odpowiada i pozostaje bezsensowna dla każdego, kto nie zna pytania. Sens pytania z kolei leży w konkretnej sytuacji, która ją nasuwa”. Schmitt nakazuje „rozpoznaj położenie”, „rozpoznaj wrogów i sojuszników”, „rozpoznaj w kogo in concreto godzi to hasło, to słowo, to pojęcie, ta teoria, kogo przy ich pomocy neguje się, zwalcza i odrzuca”. Tylko w ten sposób można odsunąć to, co przesłania nam rzeczywistość, przedrzeć się do niej przez watę słów i haseł. Po ukazaniu się „Pojęcia polityki” w liście do Schmitta pisał Ernst Jünger: „Odprawa udzielona na tych 30 stronicach tej pustej gadaninie wypełniającej Europę jest tak skuteczna, że można przejść nad nią do porządku dziennego czyli do ustalenia konkretnych wrogów i sojuszników. (…) Udał się Panu szczególny wynalazek z dziedziny techniki wojennej – mina, która bezgłośnie eksploduje. Widzimy jak niby dzięki czarom zapadają się ruiny, zniszczenie dokonało się zanim stało się słyszalne”.
Ta bezgłośna eksplozja rozwaliła w pył demoliberalne, pacyfistyczne, humanitarystyczne iluzje, będące równocześnie instrumentem twardego panowania i mocarstwowej polityki. Schmittiański skalpel tnie bezlitośnie po złudzeniach, frazesach i ideologiach docierając do żywego mięsa polityki, do wiecznego paradygmatu, do najbardziej skrytego jądra. I cóż za paradoks: ta radykalna redukcja zamiast zubażać rzeczywistość, sprowadzać ją do prymitywnego schematu, nagle odsłania nam zarówno jej wielobarwność, mozaikowość i wielokształtność, jak i jej twardość, kanciastość i ostrość. Tak dokonuje się „konserwatywna rewolucja”: stajemy twarzą w twarz z realnym światem i możemy zaczerpnąć powietrza. Po bolesnej, pozbawiającej złudzeń operacji przychodzi ozdrowienie, odbudowana zostaje duchowa siła płynąca z rozpoznania prawdy zatopionej przedtem w gnijącym bagnisku demoliberalnego pustosłowia lub przywalonej gruzowiskiem zmurszałych abstraktów. Ta prawda o świecie, o ludziach, o nas samych bywa okrutna. Ale tylko ona się liczy.
Ernsta Jüngera [29] łączy z Carlem Schmittem dążenie do intensywności – myślenia i przeżywania. Nie ma tu znaczenia, że jeden był pisarzem operującym obrazami i publicystą pisującym płomienne artykuły w narodowo-rewolucyjnych pisemkach a drugi profesorem publikującym rozprawy w naukowych rocznikach. Obaj przynależą do Konserwatywnej Rewolucji, choć każdy na inny sposób. Jünger – heroiczny wojownik wielkiej wojny, zwolennik „żołnierskiego nacjonalizmu”, metapolityczny aktywista stylizujący się na rewolucyjnego desperado, pruski anarchista „nienawidzący demokracji jak zarazy”, prorok nowej ery Robotnika, należy do najbardziej fascynujących postaci Konserwatywnej Rewolucji. Kluczowym utworem tamtego okresu jest „Awanturnicze serce” (1929), o którym jeden z badaczy twórczości Jüngera napisał, że jest „tajną księgą rewolty, brewiarzem dla `heroicznego realisty` wierzącego, że po drugiej stronie zniszczenia tego, co jest, kryją się formy nowego, istotniejszego ładu”. „Awanturnicze serce” może być uznane za manifest Konserwatywnej Rewolucji, zawiera bowiem w skondensowanej postaci jej wszystkie wątki, obrazy i mity. Jest mistrzowskim sztychem wbitym w gardło potwora mieszczańskiej ideologii, niszczącym uderzeniem w racjonalizm, utylitaryzm i kult postępu, niezwykłym świadectwem estetycznym i intelektualnym wysiłku, by na nowo odkryć przed człowiekiem barwy świata zszarzałego pod duszącą powłoką materializmu. Osiemnastoletni Jünger wyruszył do Afryki, zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej – powędrował w inne krajobrazy, ku innym pejzażom. „Awanturnicze serce” przekonuje, że taka wędrówka zawsze jest możliwa, nawet wówczas, gdy nie ma się już osiemnastu lat i także wtedy, gdy prowadzi w nieodkryte światy snów, marzeń, obrazów, refleksji. Istotna jest nie tyle realna wędrówka do egzotycznych krajów, ile duchowa postawa pozwalająca ciągle na nowo odkrywać i zwiedzać cudowne archipelagi, pozwalająca przeczuwać tajemne związki człowieka i świata „tak jak przeczuwa się ogromny krajobraz, gdy ze skłębionych mgieł wystrzelają w górę pierwsze szczyty gór, z blankami błyszczącymi w porannym słońcu, z zamkami zbudowanymi po to, by je szturmować. Tak, tam kolory skupiają się, wprost z palety, w promieniujący, piękniejszy obraz. Wiele nas oczekuje i każdy boi się przybyć za późno, gdyż to, co cudowne, bez ustanku przyzywa i kusi tak jak przeciągły, ostry i zuchwały krzyk ptasiego drapieżcy powtarza się nad samotnością wielkich lasów”. Na przekór „bałwochwalcom rozumu” i „szarlatanom nauki” człowiek może wierzyć w „żywą pełnię świata, w barwną, sensowną, zesłaną przez los grę, która nim porusza”. Człowiek żyje, przeżywa i myśli naprawdę tylko wówczas, gdy nie jest „letni”, jest wtedy, gdy jest całym sobą „krwią, muskułami, sercem, zmysłami, nerwami i mózgiem”. Są drogi tak samo oddalone od szczytów jak od przepaści, drogi „wędrowca, którego szary płaszcz chmur chroni przed promieniami bezlitosnego światła, i którego pełna kurzu polna ścieżka oddziela od podziemnych wód”. Nie takimi drogami „nudnymi jak sen pasażera tramwaju o trzeciej po południu” powinien wędrować człowiek, jeśli chce utrzymać w sobie „dumny i dziki płomień wikingów i arystokracji wypraw krzyżowych”, jeśli chce zachować ową „żarliwość w przyjmowaniu świata i ogromne pragnienie, aby poń sięgnąć tak jak dziecko, gdy widzi szklaną kulę”. Człowiek musi zachować w sobie Don Kichota, przy którego entuzjazmie, szlachetności, samotnej walce o coś więcej niż pełna sakwa i jego nieuchronnej klęsce cóż znaczy „sukces mierzony łokciem kramarza”. Tylko ten, kto uczestniczy w „mistycznej wspólnocie awanturniczego serca” będzie potrafił marzyć i upolować „dumną, tajemną zwierzynę, wychodzącą przed wschodem słońca na polanę duszy”.
Rewolucyjny konserwatyzm Jüngera przejawia się w tym, że przywołuje on nie dawne formy, świadom, że „dawne drogi przebyte zostały do końca i trzeba wkroczyć na nowe”, ale zawsze tę samą duchową postawę wobec świata, która niezależna jest od tego, co ją otacza. Jüngerowski konserwatyzm polega nie na „konserwowaniu” tego, co było lub na chęci „restaurowania” tego, co minęło, lecz na tym, że poszukuje się i odkrywa świat pełen napięć, hierarchii, rang i różnic, że utrzymuje się „temperaturę krwi” pozwalającą wznieść się w „wyższy krąg życia, który zachowywany jest przez duchowy chleb ofiary”. W „Awanturniczym sercu” pisze Jünger o chwilach, kiedy u młodych ludzi poruszać się zaczynają wewnętrzne skrzydła, gdy patrzą oni przez okna na poddaszu ponad domami kramarzy przeczuwając, że gdzieś daleko, na granicach nieznanego, na ziemi niczyjej każda chorągiew jest strzeżona i każdy przedni posterunek obsadzony. Ci młodzi ludzie muszą mieć uczucie, że trzymani są przez los w rezerwie, w stanie najwyższej gotowości bojowej. Człowiek konserwatywny zawsze nosić musi w sobie to uczucie; to ono, a nie „family values”, „zrównoważony budżet” i inne frazesy jest najważniejsze. Bez „poruszenia wewnętrznych skrzydeł” nic nie może się powieść.
Pisze Jünger: „Pomiędzy anarchią rozumu i anarchią serca istnieje olbrzymia różnica. Rozum staje się bezpłodny w tej samej mierze, w jakiej zamienia się w siłę niszczycielską, a to dlatego, że traci treści, które są mocnym akcentem jego działania. Otoczony światem zdruzgotanych wartości, traci swą ważność: pozostaje tylko pusty tryumf schematycznych miar, nic jak tylko śmiertelne władztwo cyfr. W odniesieniu do serca natomiast zachowuje ważność stare przysłowie, że nieustraszonego ruiny nie mogą przysypać. Również i ono odczuwa wrodzony pęd do zniszczenia, lecz nawet gdy pożegna się ze wszystkim, co je otacza, a wartości spali w hutniczym piecu własnego wnętrza, pozostanie w nim zawsze ów niewidzialny i nieuchwytny punkt wzrostu, z którego może rozpocząć się odbudowa: na nowo i cudowniej”. Konserwatywna Rewolucja konstatując upadek dawnego świata lub wzywając do zniszczenia jego martwych form, głosząc, jak Jünger, „anarchię z prawa”, uświadamia nam równocześnie, że wśród chaosu, rozkładu i upadku pozostaje coś, co przetrwa. Moeller van den Bruck pisał, że „konserwatyzm ma za sobą wieczność”. Tak właśnie jest, ponieważ wieczny jest ów „niewidzialny i nieuchwytny punkt wzrostu” pozwalający na chaos odpowiedzieć wolą formy, tym, co duchowe przeniknąć materię, miary, wagi i wartości przeciwstawić martwym cyfrom.
Konserwatywny rewolucjonista pozostaje konserwatystą w tym sensie, że przekonany jest o niezmienności świata i natury ludzkiej: „dla konserwatysty – by ująć to zwięźle – prawdziwe jest twierdzenie, że suma ludzkiego szczęścia na ziemi pozostaje taka sama, postępowiec natomiast uważa, że możliwe jest spotęgowanie wszystkich wartości i że leży to w zasięgu ludzkich możliwości. (…) Konserwatysta widzi nie tylko rzeczy, ale i wartości w kołowrocie płodzenia, narodzin i śmierci, żadna wartość nie powstaje, aby równocześnie inna wartość nie ginęła. Najbardziej jasna myśl tworzy gdzieś nową ciemność, lekarstwo tworzy inną chorobę, nowe szczęście nowe pożądanie. Nie da się zaprzeczyć postępowi w pojedynczych przypadkach, ale w całości widzianej z góry kompensuje go regres w innym miejscu” (Georg Quabbe). Równocześnie jednak, jak pisałem na początku, konserwatywny rewolucjonista, żyje po „czasie osiowym”, dlatego pozbawiony jest iluzji i w całym wymiarze i z całą ostrością rozpoznaje zniszczenia jakie dokonane zostały przez demoliberalizm i jego dzieci – marksizm, socjalizm i bolszewizm. Stoi w świecie ruin ze świadomością, że nie pozostało już nic co można restaurować z dawnych form. Niekiedy nawet uważa, że martwe formy trzeba zniszczyć, a ruiny uprzątnąć. Jeśli może i chce coś konserwować, to tylko w tym sensie, żeby „zakończonej tradycji dać ostatnie słowo i zachować klucze do spalonych domów, uratować znaki i wraz z nimi oddziaływanie na najbardziej wewnętrzny kształt” (Reinhold Schneider). Nie ucieka tedy z „nowoczesnego” świata w idylliczne pejzaże dawnego świata, ale stawia czoła „nowoczesności”, akceptując w pewnej mierze środki i metody, jakie ona ze sobą niesie. Nie trzyma się kurczowo przeszłości, ale na nowo pragnie formować to, co „zawsze zachowuje ważność”. Konserwatywni rewolucjoniści cenią sobie styl, postawę i formę, które w jakimś sensie ważniejsze być mogą niż treść – dlatego bliższy może im być wróg, niż ktoś, kto wprawdzie jest po ich stronie, ale komu brak mu „temperatury krwi”, jest letni, sentymentalny lub „galaretowaty”. Konserwatywni rewolucjoniści chętnie powtórzą za F. Georgiem Jüngerem: „Dobroć jest klejnotem zdobiącym najtwardszych. Przyjmij ode mnie to słowo, nie ufaj miękkim”. Styl myślenia, tworzenia i życia reprezentowany przez konserwatystywnych rewolucjonistów to styl zimny i równocześnie pełen entuzjazmu, twardy i żarliwy, agonalny czyli ceniący walkę dla niej samej i imperialny, choć pozbawiony poczucia wielkiej misji. Rewolucja konserwatywnego rewolucjonisty nie posiada „wielkich celów”, nie jest oparta na wielkich ideologicznych systemach, nie snuje wizji przyszłego szczęścia i pozbawiona jest patosu wynikającego z poczucia „sterowania historią”. Konserwatywna rewolucja jest sceptyczna, stoicka, pesymistyczna i równocześnie pełna entuzjazmu i woli walki. Przekonanie o niezmienności natury człowieka i świata, o ograniczonych możliwościach człowieka stanowiące jeden z filarów konserwatywnego światopoglądu paradoksalnie nie rodzi u niego apatii ale na odwrót – sprawia, że chce się żyć i działać – obojętnie czy będzie to polityczny czyn czy kontemplacja, dążenie do prawdy czy wędrówka w poszukiwaniu przygody, słowo czy akcja. Chaosowi i dekadencji przeciwstawia konserwatywna rewolucja chęć ukształtowania jakiegoś konkretnego fragmentu świata, rozkładowi i degeneracji stworzenie jakiejś, choćby jednostkowej więzi. Konserwatywna Rewolucja jest powrotem od abstrakcyjnych systemów ku ludzkiej egzystencji, od ideologii banalności i codzienności ku światu „awanturniczego serca”, od martwej logiki pustych pojęć ku obrazom, mitom i uczuciom [30]. Jest antymaterialistyczną [31], antyracjonalistyczną [32], antypozytywistyczna, antydeterministyczna, antyekonomistyczna („Czysto ekonomiczne doktryny prowadzą do kanibalizmu” – Ernst Jünger) [33]. „Ani reakcja ani wiara w postęp nie są sprawą Konserwatywnej Rewolucji. Wgląd w trwanie w zmienności strzeże ją zarówno przed koncentrowaniem się na wczoraj jak i na jutrze. Pragnie ona postawić znowu człowieka w jego teraźniejszości” (Armin Mohler). Ta teraźniejszość jest czymś pełnym, czymś, co jednoczy w sobie przeszłość i przyszłość.
Konserwatywni rewolucjoniści „tańczą z przeznaczeniem” pod wulkanem, są „pogodnymi radykałami” zachowującymi spokój w obliczu katastrof. Mają w sobie coś z dandysów, ale dandysów traktujących poważnie życie i to, co ono z sobą niesie. Oprócz wymiaru politycznego i intelektualnego jest Konserwatywna Rewolucja wyrazem „tęsknoty za tym, co zasypane i utracone w nas samych, manifestem na rzecz życia, które zaczyna nam się wymykać, wezwaniem, aby z bijącym sercem wystawić się na to, co nieoczekiwane na tym świecie, na jego demonizm, jego dynamikę, jego grozę” (Michael Klett). Konserwatywny Rewolucjonista lubi „nosić w kieszeni kilka odważników, aby móc czuć ziemię pod stopami” (Ernst Jünger).
W „Sycylijskim liście do człowieka na księżycu” pisał Ernst Jünger: „Dziwaczni Tybetańczycy, których monotonna modlitwa rozbrzmiewa ze skalnych klauzur obserwatoriów. Któż ze znających nasze krainy z miliardami obracających się kół chciałby szydzić z młynków modlitewnych – owego wściekłego niepokoju, który porusza wskazówkę zegara i napędza wał samolotów? Słodkie i groźne opium szybkości! Ale czy nie jest tak, że w najbardziej wewnętrznym punkcie koła skrywa się bezruch?”
Konserwatywni rewolucjoniści są tymi, którzy z bezlitosną świadomością widzą ową szybkość, ten ruch, który jest także ruchem zmieniających się form, masek, kostiumów, przemijalnych struktur i ciągle na nowo rodzących się kształtów rzeczywistości – w tym są rewolucjonistami, równocześnie potrafią stanąć w najbardziej wewnętrznym punkcie koła, gdzie skrywa się bezruch, to, co wieczne i nieśmiertelne-w tym są konserwatystami. Bezruch to prajęzyk szybkości, pisze Jünger. Ta paradoksalna formuła odsłania i wyjaśnia sens tak samo paradoksalnego terminu „Konserwatywna Rewolucja”.

Konserwatywna rewolucja dziś

„Mianem barbarzyństwa określam silną rasę, rasę gotową się bić. Drapieżnik leży, gotowy do skoku, w duszy ludzkiej.” Oswald Spengler

„Konserwatysta pozostaje wierny swojemu powołaniu, jeśli tego, co uda mu się zrobić, nie traktuje jako prostego zachowywania wątłych pozostałości porządków, które odeszły w przeszłość, ale jako twórczy wkład w nowy porządek, który nie niszczy sam siebie lecz jest sojusznikiem życia.” Gerd-Klaus Kaltenbrunner

„Prawie każde pokolenie ma całkiem nowy konserwatyzm kością w gardle stający konserwatywnym ojcom” Armin Mohler

Niemiecka Konserwatywna Rewolucja (wraz ze swymi odpowiednikami w innych krajach europejskich) należy do zamkniętych zjawisk historii politycznej i intelektualnej. „Wybuchła” w niepowtarzalnym, wyjątkowym momencie historii Niemiec i Europy a jej celem było „uprzątnięcie gruzów pozostawionych przez XIX stulecie i stworzenie nowego porządku życia” (Armin Mohler). Celem współczesnych konserwatywnych rewolucjonistów również jest stworzenie nowego porządku życia, ale uprzątać muszą oni gruzy pozostawione przez wiek XX, a są to przecież inne gruzy i inny będzie nowy porządek życia. Dlatego nie może być mowy o jej bezpośredniej kontynuacji, gdyż to właśnie byłoby zaprzeczeniem jej przesłania i dawałoby powód do oskarżenia o to, o co konserwatywni rewolucjoniści oskarżali „starokonserwatystów”: o wykonywanie pustych gestów, o bezpłodny restauracjonizm, o rozgrywanie szermierczych pojedynków na niby, o granie w pokera na zapałki czyli bez żadnego prawdziwego ryzyka, bez myślenia i działania na własny rachunek, o życie w dekoracjach imitujących rzeczywistość. Współczesny konserwatywny rewolucjonista takiego niebezpieczeństwa musi unikać, co nie oznacza, że nie powinien on sięgać do tamtej Konserwatywnej Rewolucji jako do rezerwuaru pomysłów, idei, wizji i propozycji, a przede wszystkim jako do pewnego paradygmatu postawy duchowej wobec świata. Zarówno do tych konserwatystów, którzy zachowują się jakby żyli w czasach Burke`a lub de Maistre`a, jak i do tych, którym się zdaje, że żyją w czasach historycznej Konserwatywnej Rewolucji, odnosi się powiedzenie: „Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż konserwatyzm, który nie ma do zachowywania nic poza samym sobą”.
„Heroiczny realizm” konserwatywnych rewolucjonistów przejawia się dziś i w tym, że nie mają oni żadnych złudzeń, iż ich idee dotrzeć mogą do szerokich mas. Widział to już jasno cytowany wyżej Georg Quabbe: „Pochlebcze, optymistyczne, w jasnym świetle dnia formułowane tezy postępu pasują zarówno do ludzi wykształconych jak i do durniów; to samo zdanie może zostać napisane przez Locke`a i może też tak samo skutecznie być głoszone ludziom przez podejrzanego mówcę wiecowego. Nasza doktryna żyje czysta tylko w małym ezoterycznym kręgu i jest rzeczą raczej niemożliwą takie jej ukształtowanie, żeby wszyscy ludzie o naszym usposobieniu pozostali odporni na `prawdę` głoszoną z tamtej strony, i na niepowodzenie skazany byłby nasz zamiar oddziaływania na masy. (…) Nasza doktryna nie pasuje do tej epoki, w której wykształceni chcą łatwo zrozumiałych argumentów, a masy sensacji; ale jest to bez wątpienia czas kultury przejściowej i – niezależnie od tego, czy rzeczy biegną po okręgu czy posuwają się naprzód – może być sprawą łatwą, żeby idee dla wtajemniczonych odzyskały kiedyś należne im miejsce, o ile tylko idee te żyją, a nie są całkiem zasypane tak, że ich poszukiwanie musiałoby trwać nazbyt długo”.
Walka konserwatywnych rewolucjonistów o nowy porządek życia prowadzona być musi bez złudzeń, ale z radosnym poczuciem, że ów nowy porządek życia tworzony jest już dziś, każdego dnia, każdej godziny, na przekór siłom rozkładu i chaosu, na przekór tym wszystkim, którzy chcieliby na zawsze zasypać i pogrzebać to wszystko, co sprawia, że warto żyć.

Przypisy:

1. Termin „Konserwatywna Rewolucja” najprawdopodobniej po raz pierwszy pojawił się w 1848 roku w niemieckim czasopiśmie „Die Volksstimme”, później w książce Theobalda Buddeusa „Rosja i współczesność” (1851). W 1875 roku ukazuje się praca J. Samarina i F. Dmitriewa zatytułowana „Rewolucyjny konserwatyzm”. Terminu tego używają F. Dostojewski, Ch. Maurras i Tomasz Mann w „Antologii rosyjskiej” (1921). Hugo von Hofmannstahl w mowie „Piśmiennictwo jako duchowa przestrzeń narodu” wygłoszonej w Auditorium Maximum uniwersytetu monachijskiego 10 stycznia 1927 roku mówił o „konserwatywnej rewolucji o rozmiarach nieznanych europejskiej historii. Jej celem jest forma, nowa niemiecka rzeczywistość, w której uczestniczyć mógłby cały naród”. W 1941 roku w Nowym Jorku ukazała się książka Hermanna Rauschninga „Konserwatywna rewolucja”. Warto wiedzieć, że Adolf Hitler na łamach „Volkischer Beobachter” z 6 czerwca 1936 roku określił się jako „najbardziej konserwatywny rewolucjonista świata”. Na temat historii terminu „Konserwatywna Rewolucja” zob. Marek Maciejewski „Niemieckie elity a hitleryzm. O stosunku rewolucyjnych konserwatystów do nazizmu w Rzeszy demokratycznej i hitlerowskiej” (Wrocław 1994). U Maciejewskiego znajdziemy także omówienie niektórych wątków politycznych i ideologicznych Konserwatywnej Rewolucji.
2. W Europie Zachodniej od lat siedemdziesiątych coraz bardziej wzrasta zainteresowanie niemiecką Konserwatywną Rewolucją. Książki i artykuły ukazujące się we Francji, we Włoszech czy w Belgii są często o wiele bardziej obiektywne niż te pisane w Niemczech, gdzie na badania Konserwatywnej Rewolucji kładzie się cieniem narodowy socjalizm i Trzecia Rzesza.
3. Stefan Breuer „Anatomie der Konservativen Revolution” (Darmstadt 1993). Autor dokonuje w swej książce analizy poglądów głównych autorów Konserwatywnej Rewolucji na temat rasy, narodu, Rzeszy, techniki, ustroju politycznego i gospodarczego itd. Praca Breuera pochodzącego z lewicy, wyróżnia się fachowością i obiektywizmem spośród wielu niemieckich prac dotyczących tamtego okresu napisanych przez zawodowych „antyfaszystowskich przezwyciężaczy przeszłości”.
4. Zarówno autor „Konserwatywnej Rewolucji w Niemczech 1918-1932” Armin Mohler jak i przedstawiciel najmłodszego pokolenia niemieckich konserwatystów Karlheinz Weissman odrzucili tezy Breuera na łamach „Jahrbuch zur Konservativen Revolution” (Kolonia 1994).
5. Stosunek Konserwatywnej Rewolucji do narodowego socjalizmu omawia Marek Maciejewski we wspomnianej wyżej pracy.
6. Armin Mohler jest Ojcem-Założycielem badań nad Konserwatywną Rewolucją. Jego książka ukazała się po raz pierwszy w 1950 roku. W następnych wydaniach była korygowana i uzupełniana.
7. zob. Armin Mohler „Niemiecki konserwatyzm przed i po Hitlerze” [w:] „Wyzwanie dla konserwatystów”, wyd. Gerd-Klaus Kaltenbrunner, Monachium 1974.
8. Gerd-Klaus Kaltenbrunner we wstępie do wyżej wymienionej książki.
9. Do niemieckich ojców chrzestnych Konserwatywnej Rewolucji należą Friedrich Nietzsche, Richard Wagner, Paul de Lagarde, Stefan George. Z obcych autorów należałoby wymienić G. Sorela, M. Barresa, Thorsteina Veblena, Vilfreda Pareto, Gaetano Moscę.
10. Teza o upadku europejskiego demoliberalizmu jest o tyle słuszna, że restauracja demoliberalizmu i rozszerzenie wpływów jego bękarta – komunizmu nastąpiły dzięki USA i ZSRR, a więc potęg pozaeuropejskich.
11. Armin Mohler w swojej książce „Konserwatywna Rewolucja…” stawia tezę, że to Nietzsche w największym stopniu wywarł wpływ na niemiecką Konserwatywną Rewolucję, dla której charakterystyczne miałoby być wyobrażenie czasu kolistego i mit Wiecznego Powrotu. Zarówno Breuer jak i Weissmann z tym się nie zgadzają. Gdyby Mohler konsekwentnie stosował swoje własne kryteria, to nie mógłby do Konserwatywnej Rewolucji zaliczyć m.in. Moellera van den Brucka odrzucającego mit Wiecznego Powrotu, Carla Schmitta, który w żadnej mierze nie nawiązywał do Nietzschego czy też E. Junga, W. Stapela, Georga Quabbego.
12. W przypadku volkistów mamy do czynienia z masą autorów wydających książki, a przede wszystkim broszury na wszelkie możliwe tematy. Są wśród nich rasiści, socjaldarwiniści, tzw. ariozofowie, zwolennicy naturalnego wychowania, antysemici, poganie, ezoterycy, badacze-amatorzy germańskich mitów i symboli, deszyfratorzy znaków runicznych, wegetarianie, naturyści, teoretycy „joggingu”, przeciwnicy czy to masonerii czy to jezuitów, reformatorzy wszystkich dziedzin życia od budownictwa (np. walczący przeciw płaskim dachom) po obyczaje seksualne, twórcy najbardziej zadziwiających lub fantastycznych koncepcji w dziedzinie religii, historii, kultury czy polityki. Tworzyli najczęściej quasi-religijne sekty wzajemnie się zwalczające. Volkiści ze swoją biologistyczną koncepcją narodu i rasy zbliżają się do narodowych socjalistów i po 1933 roku w większości zostają przezeń wchłonięci. Byli jednak i tacy, którzy wrogo ustosunkowali się do nowego reżimu.
13. Ruch chłopski jest o tyle ważny, że zaangażowali się weń niektórzy narodowi rewolucjoniści.
14. Młodzież bundystowska to narodowi anarchiści, prawicowi hippisi kierowani przez „brodatych proroków”, zasiedlający opuszczoną przez chłopów ziemię i tworzący wiejskie komuny. Ich ideologia jest do pewnego stopnia prekursorska w stosunku do powojennych lewicowych ruchów ekologicznych, pacyfistycznych i nurtów propagujących „powrót do natury”, zdrowe żywienie czy medycynę naturalną. Młodzieżowi bundyści zostawili po sobie sporą spuściznę literacką (wiersze i pieśni). Pierwsza faza niemieckiego ruchu młodzieżowego to chaotyczna rebelia przeciw światu dorosłych, która później przechodzi w fazę bardziej konkretnego i zorganizowanego działania politycznego.
15. Stąd „młodokonserwatyści” utrzymywali kontakty z bardziej „oficjalnymi” kręgami politycznymi.
16. Na temat koncepcji Haushofera zob. numer 24 (1995) „Stańczyka” poświęcony w całości geopolityce.
17. Do „młodokonserwatystów” zbliżeni byli tacy pisarze jak Reinhold Schneider, Bruno von Brehm czy Konrad Weiss.
18. Jung postulował, żeby prawo udziału w wyborach posiadała jedynie głowa rodziny.
19. Kiedy w 1927 roku Karl Radek w mowie ku czci Leo Schlagetera złożył niemieckim nacjonalistom lekko tylko zawoalowaną propozycję sojuszu, została ona zdecydowanie odrzucona przez Moellera van den Brucka. Ale już publicyści „Die Tat” byli bardziej elastyczni – nie wykluczali porozumienia ze Związkiem Sowieckim i w pewnym okresie widzieli komunistów jako sojuszników w walce z „systemem”. Później jednak ich zdecydowana wrogość i pogarda do komunistów powróciła do normy i H. Zehrer uznał ich ostatecznie za zdrajców narodu.
20. Do narodowo-rewolucyjnych aktywistów zalicza Mohler m.in. Artura Mahrauna, Franza Seldte, kapitana Erhardta, Richarda Scheringera, Beppo Romera, Harro Schulze-Boysena (stracony w 1942 roku)
21. Bez wątpienia istotną okolicznością było to, że Rathenau był Żydem (co nie przeszkadzało mu być niemieckim patriotą, zaś niektóre jego poglądy dziś uznane byłyby za nacjonalistyczne). A Żyd kierujący sprawami zagranicznymi Rzeszy, a więc sprawami dla państwa najważniejszymi, sprawami „życia i śmierci” to dla zamachowców było czymś na kształt profanacji tego urzędu, hańbą dla Niemiec i prowokacją dla tych, którzy siebie jedynie uważali za wiernych idei Świętej Rzeszy. Antysemityzm nie był jednak jakimś ważnym składnikiem ideologii narodowych rewolucjonistów. Tzw. kwestia żydowska niezbyt ich interesowała. Jeden z nich pisał np. że nosicielem niemieckości może być każdy niezależnie od rasy czy narodowości. Dokładną analizę politycznych idei narodowych rewolucjonistów zawierają dwie książki: Otto-Ernst Schuddekopf „Narodowy bolszewizm w Niemczech 1918-1933″ (Berlin 1972) oraz Louis Dupex ” `Narodowy bolszewizm` w Niemczech 1918-1933″ (Monachium 1985 – przekład z francuskiego).
22. O/S = Oberschlesien
23. Wrogość do Zachodu narodowych rewolucjonistów nie zawsze miała pryncypialny charakter. Nienawidzili przede wszystkim Zachodu pogrążonego w dekadencji.
24. Najmocniej idee kolektywistyczne wyznawali tzw. narodowi bolszewicy w rodzaju Karla O. Paetela.
25. Charakterystyczną dla narodowych rewolucjonistów ocenę rewolucji bolszewickiej zawiera wypowiedź jednego z bohaterów powieści Ernsta von Salomona „Potępieni”: „Oni mówią rewolucja światowa i myślą Rosja. Naród dociera tak daleko jak daleko sięga jego siła, i tak daleko sięga również jego idea”. Stosunek do Związku Sowieckiego był u narodowych rewolucjonistów nacechowany nieufnością i przewidywali oni, że kiedy sojusz z Sowietami zostanie „skonsumowany”, dojdzie do konfliktów i napięć takich jak pomiędzy Niemcami i Francją. Ernst Niekisch pisał: „Wisła będzie Renem Wschodu, Warszawa Strasburgiem, Polska nasiąkniętą krwią Burgundią, sporną Alzacją”.
26. Do najwybitniejszych autorów Konserwatywnej Rewolucji można zaliczyć także Tomasza Manna jako autora „Rozważań człowieka niepolitycznego” (1918) – później Mann przeszedł do obozu demoliberalnego. Następne wydania „Rozważań”, szczególnie rozdział „Przeciw prawu i prawdzie” ukazywały się w okaleczonej, złagodzonej wersji. Innym wybitnym autorem Konserwatywnej Rewolucji, o wiele mniej znanym niż Ernst Jünger czy Carl Schmitt jest Hans Blüher. W młodości należał do ruchu „Wędrowne Ptaki”, na temat którego napisał później prace „Wędrowne ptaki. Historia pewnego ruchu młodzieżowego”, „Niemiecki ruch `Wędrowne Ptaki` jako fenomen erotyczny”. Inne jego najważniejsze książki to: „Trzy formy podstawowe inwersji seksualnej”, „Mieszczański i duchowy antyfeminizm”, „Rola erotyki w społeczeństwie męskim”, „Rodzina i związek mężczyzn”, „Secessio judaica”, „Rewolta Izraela przeciw dobrom chrześcijańskim”, „Spór o Izrael”. Jednym z centralnych tematów Blühera jest tzw. związek mężczyzn (Männerbund) czyli ruchy, organizacje, instytucje, z których wykluczone są kobiety i w których panuje specyficzny Eros. Według Blühera w mężczyźnie istnieją dwa Erosy – jeden popycha go ku kobiecie i założeniu rodziny, drugi kieruje go ku innym mężczyznom i do tworzenia „związków mężczyzn”. Ten drugi Eros leży u podstaw tego, co państwowe, wojskowe, polityczne i w ogóle tego, co stwarzane jest przez mężczyzn niejako wbrew związkom z kobietami i wbrew rodzinie. Eros skłaniający mężczyzn do tworzenia związków nie oznacza popędu seksualnego do własnej płci. W związkach mężczyzn homoseksualiści tworzą znikomą mniejszość. Teorie Blühera nie są również antyfeministyczne – przeciwnie uważał on, że Eros związków mężczyzn i Eros, na którym opierają się więzi łączące kobiet i mężczyzn oraz rodzina powinny pozostawać w równowadze (innymi słowy, mężczyźni muszą mieć możliwość tworzenia związków wyłącznie męskich). Tylko wtedy powstaje harmonijna, organiczna całość zawierająca oba światy – kobiecy i męski. I dopiero wówczas kobieta odzyskuje swoją godność. Jeśli oba Erosy są zmieszane, jeśli kobiety i mężczyźni są zawsze ze sobą, dochodzi do zniewieścienia mężczyzn i zmężczyźnienia kobiet. Tam gdzie następuje zanik związków mężczyzn tam według Blühera następuje feminizacja społeczeństw przejawiająca się w panowaniu ideologii materializmu, pacyfizmu, feminizmu, demokratyzmu, w panowaniu masy nad elitą, w zwycięstwie handlarzy nad bohaterami. Armin Mohler pisze w „Konserwatywnej Rewolucji…”, że niezależnie od słuszności teorii Blühera w politycznej rzeczywistości tamtych lat jest wiele zjawisk potwierdzających znaczenie związków mężczyzn: czy będą to „męskie kluby” młodokonserwatystów, narodowo-rewolucyjne tajne związki i organizacje wzorowane na zakonach czy też związki bojowe (Kampfbunde) partii politycznych, przede wszystkim komunistów i narodowych socjalistów, ale nie tylko.
27. W języku polskim ukazał się wybór pism Spenglera „Historia, kultura, polityka” w tłumaczeniu Andrzeja Kołakowskiego i Jerzego Łozińskiego (Warszawa 1990).
28. Na temat Schmitta zob. Ryszard Skarżyński „Od chaosu do ładu. Carl Schmitt i problem tego, co polityczne” (Warszawa 1992). Przekład jednego z najważniejszych tekstów Schmitta „Pojęcie polityki” opublikowany został w „Myśli społecznej XX wieku” – redagowanym przez prof. Bronisława Łagowskiego suplemencie miesięcznika „Zdanie” (1987 nr 3). W „Stańczyku” (1991 nr 15-16) ukazało się omówienie książki Schmitta „Pozycje i pojęcia. W walce z Weimarem-Genewą-Wersalem” pióra dra Wojciecha Kunickiego. W numerze 19 „Stańczyka” opublikowane zostały myśli i aforyzmy Schmitta w tłumaczeniu Wojciecha Kunickiego i z moim wprowadzeniem. Krótką prezentację Schmitta i jego myśli politycznej zawarłem w artykule „Karol Schmitt – walka z iluzjami” opublikowanym na łamach „Nowego Państwa” (listopad 1994). Jednym z niewielu publicystów politycznych w Polsce powołujących się na Schmitta jest Jarosław Zadencki (zob. jego wydaną w 1995 roku, znakomitą książkę „Wobec despotyzmu wolności”).
29. Ernst Jünger nie jest w Polsce pisarzem całkiem nieznanym, choć bez wątpienia zasługuje na to, aby jego twórczość była szerzej dostępna polskiej publiczności. „Literatura na świecie” (1986 nr 9) poświęcona była w całości Jüngerowi i zawierała m.in. przekład „Na skałach marmurowych” autorstwa Wojciecha Kunickiego, jeden z najważniejszych esejów Jüngera „O bólu” (przeł. Jerzy Prokopiuk). Ostatnio Wojciech Kunicki opublikował pracę „Rewolucja i regres. Radykalizm wczesnej twórczości Ernsta Jüngera”. W listopadzie 1995 roku ukazało się również wydanie specjalne „Stańczyka” poświęcone w całości Jüngerowi i zawierające m.in. fragmenty „Awanturniczego serca”, „Robotnika”, „Narkotyków i odurzenia” w tłumaczeniu Wojciecha Kunickiego oraz artykuł Bogdana Kozieła „Anarcha w epoce chaosu” i mój „Ernst Jünger – lata burzy i naporu. Publicystyka polityczna pruskiego anarchisty”.
30. Na temat stylu życia, myślenia i odczuwania konserwatywnych rewolucjonistów zob. Armin Mohler „Styl faszystowski” [w:] tenże „Zwymyślanie liberałów” (Essen 1990). W swojej rozprawie Mohler analizuje niektóre aspekty myślenia i działania Marinettiego, Gottfrieda Benna, Ernsta Jüngera, Gabriela d`Annunzio, hiszpańskich falangistów. Przykładem „stylu faszystowskiego” jest dla Mohlera np. propozycja hiszpańskich falangistów, aby w Dolinie Poległych pochować kości nie tylko tych, którzy walczyli po stronie gen. Franco, ale również Czerwonych. Nie doszło do tego, gdyż Kościół nie zgodził się na poświęcenie grobów komunistów i anarchistów. Mohler, który mając 22 lata opuścił nielegalnie swoją szwajcarską ojczyznę, aby walczyć na froncie wschodnim (zakończyło się wszystko studiami w Berlinie) przytacza swoją rozmowę z pewnym przedstawicielem partyjnego „betonu”. Kiedy padło nazwisko „Jünger”, narodowy socjalista spojrzał na Mohlera nieufnie i rzekł z naganą w głosie: „Jünger to faszysta!”. Widząc zdumioną minę swego rozmówcy dodał: „Jünger nie walczył dla swojego narodu – w czasie wojny walczył dla samej walki”.
31. „Historia człowieka jest historią jego sił duchowych. Te siły duchowe zawierają w sobie siły cielesne, siły metafizyczne zawierają siły fizyczne, a te z kolei ekonomiczne. Ale tylko to, co duchowe może przepoić to, co cielesne – nigdy na odwrót” (Moeller van den Bruck).
32. Konserwatywni rewolucjoniści nie ustają w walce przeciw „bladej straży tylnej Oświecenia” (Ernst Jünger). Spengler w „Latach rozstrzygnięć” pisał: „Racjonalizm jest w gruncie rzeczy niczym innym jak krytyką, a krytyk jest przeciwieństwem twórcy: kroi i składa na powrót: poczęcie i narodziny są mu obce. Dlatego jego dzieło jest sztuczne, bez życia i zabija, gdy spotka się z rzeczywistym życiem”.
33. Pod pewnymi względami ideologia konserwatywnych rewolucjonistów wykazuje podobieństwo do ideologii francuskiego faszyzmu, tak jak przedstawia to izraelski badacz Zeev Sternhell w swojej bardzo dobrej i obiektywnej książce „Ani prawica, ani lewica. Faszystowska ideologia we Francji” (Paryż 1983).

Tomasz Gabiś

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s