Muzyka niepokojów / Niepokoje muzyki

Muzyka niepokojów / Niepokoje muzyki

I
Erich Fromm zalecał medytację; odcięcie się od świata zewnętrznego, regularny oddech, skupienie na sobie, wsłuchanie się w wewnętrzny głos. Niestety, tak zwany wewnętrzny głos, którego należy wysłuchać, jest ciszą. Wobec ciszy jesteśmy bezradni; pośród codzienności, nieustających szumów i niegasnących dźwięków, cisza jest grzmotem. Zdaje się najskuteczniejszą ucieczką jest zagłuszenie jej muzyką. Najczęściej odbywa się to w nocnych lokalach przy modnych, sezonowych piosenkach i substancjach zagłuszających. Ułatwieniem jest, że w takich warunkach wszystkie piosenki pozwalają na zabawę; wiele lat temu podczas licealnych połowinek w klubie, didżej ku ogólnej uciesze dobrze ubranych, podskakujących nastolatków, utwory Madonny i zespołu Blenders urozmaicał hymnami zagubionej młodzieży, jak „Smells Like Teen Spirit”. Pamiętam uśmiechnięte twarze i całujące się pary.
Sprawa jednak nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać, bowiem oprócz muzyki ucieczki istnieje cała masa muzycznych dopalaczy. Fryderyk Nietzsche pisał: „Ucho, ten narząd trwogi, zdołało tak bardzo wydoskonalić się jedynie dzięki mrokom nocy, jako też zmierzchom ciemnych jaskiń i borów, zgodnie ze sposobem życia trwożliwego, to znaczy najdłuższego ludzkiego okresu, jaki dotychczas istniał, za dnia jest ucho mniej potrzebne. Stąd charakter muzyki jako sztuki nocy i zmierzchu”. Brzmienie muzyki słuchanej zwłaszcza w nocnym skupieniu jest pełniejsze, a jej drżenie sięga głębiej. Wiele klasycznych kompozycji i współczesnych gatunków (muzyka dronowa, cała masa odcieni muzyki elektronicznej z ambientem na czele, post-rockowe ekspresje) odwołują się nie tyle do samych estetycznych wrażeń, co przypominają wywoływanie duchów – wewnętrznych głosów, których na co dzień człowiek nie jest świadomy. Powtarzające się w nieskończoność ambientowo-dronowe frazy są niczym sesje hipnozy – podszyte lękiem wycieczki w nieznane. Angielski pisarz Nick Hornby zgrabnie to ujął: „Co było pierwsze: muzyka czy rozpacz? Czy słuchałem muzyki dlatego, że rozpaczałem? Czy może rozpaczałem dlatego, że słuchałem muzyki? Czy płyty zmieniają człowieka w melancholika”?
Żyjąca w średniowieczu mniszka, kompozytorka, doktor Kościoła – Hildegarda z Bingen (1098-1179) tworzyła m.in. dramaty liturgiczne, w których muzyka milkła, gdy pojawiała się postać diabła. Jest on przeciwnikiem wszelkiej harmonii i sieje fałszywe nuty grające w człowieku. W opisie piekła Dantego również nie słychać muzyki, jeno jęki i wrzaski, dysonanse i kakofonię. Być może ma to związek z problemami technicznymi tamtych czasów w ukazaniu szatańskiej muzyki. Według Hildegardy elementy, z których Bóg stworzył świat, są współbrzmiącą harmonią. Całość rzeczy widzialnych i niewidzialnych tworzy kompozycję. Domeną szatana jest zakłócanie jej naturalnego piękna poprzez fałsze i zgrzyty. Z dzisiejszej perspektywy powyższemu opisowi odpowiada współczesna muzyka awangardowa oraz ciężkie odmiany rocka i metalu. Część metalowych wykonawców tworzących muzykę trudną w odbiorze, hałaśliwą i agresywną, odwołuje się do satanistycznej symboliki. Przypadek? Nie sądzę.
Od lat 60. za sprawą masowo produkowanych odtwarzaczy „umuzykalniło” się nam życie codzienne i otoczenia. W autobusach młodzi rozmawiają ze sobą ze słuchawkami w uszach. Muzykę słychać w samochodach i domach, podczas biegania i nauki, a obowiązkowo obecna jest w większości nie-miejsc, jak o strefach miejskich (lotniska, markety etc.) pisał francuski antropolog Marc Augé. Niezwykle rzadko zdarza się, by przebywać w miejscach, gdzie panuje cisza. Dzieci bojąc się zasypiać w ciemności włączają światło – jako dorośli włączają muzykę?

II
Muzyka powstaje głównie z niepokojów. Mimo mnogości gatunków i rodzajów muzyki, człowiek tworzący powodowany jest nieśmiertelnym lękiem przybierającym różne postaci; wykonawcy disco polo niepokoją się o niezapłacone rachunki za jachty, studenci szkół artystycznych z zespołów indie rockowych, a wcześniej nowo falowych, martwią się o swoje relacje z koleżankami z roku, kultowi piosenkarze po pięćdziesiątce boją się, że obudzą się pewnego dnia i będę zmuszeni zarobić pieniądze w sposób niezwiązany z muzyką („konkretnej pracy nie miałem nigdy” śpiewał Muniek Staszczyk), a bonzowie z wytwórni płytowych, że zainwestują w nie tego śpiewaka co trzeba. (Wyobrażacie sobie, co musieli przeżywać wydawcy, gdy Syd Barrett, spiritus movens wczesnych Pink Floyd zaczął działać poza zespołem lub gdy rozpadał się Sex Pistols, a popyt na punkowe hasła dopiero co zaczął rosnąć?).

III
Gdy spojrzeć na dzisiejszy mainstream rockowej alternatywy wciąż silne są w nim wpływy muzyki z początków lat 80. Niezmiennie od lat w modzie jest granie spod znaku zimnej, czy nowej fali. Smutne piosenki sprzedają się bardzo dobrze. Historyk Tony Judt nazwał XX wiek „stuleciem intelektualistów”; właśnie egzaltowane, przeintelektualizowane dzieci z uniwersytetów okopują się w swoich (nie)pokojach i frustracjach, i jak Radiohead nie potrafią się uśmiechnąć do zdjęcia. Trzeba być majętnym, by móc pozwolić sobie na chandrę. Rozmowy o sztuce współczesnej i powtarzanie w towarzystwie kilku zapamiętanych zdań o bycie immanentnym nie zastąpi życia, które kotłuje się w żywiołowej, bezpośredniej czarnej muzyce. Gdy Europa zamieniała się w posępną krainę, w Stanach, powodowany wieczną energią płynącą z wnętrza Ziemi soul i r’n’b wirowały barwami. Czy można poprosić dziewczynę do tańca do Joy Division? Opowiedz jej jeszcze o globalnym ociepleniu.

Kasper Linge

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s