Przy okazji książki François Souchala „Wandalizm rewolucji”

*

Wielka Rewolucja Francuska rozpoczęła trwającą do dzisiaj „wspaniałą” walkę o „Wolność, Równość, Braterstwo, albo Śmierć”:

„Obsesja równości za wszelką cenę rozciągała się na zabytki. Irytujące stały się iglice kościołów, w które wznosiły się do nieba, pustego oczywiście, i swymi rozmiarami raziły wzrok obywatela, nie mogącego tolerować takiego wywyższania się.

(…)

Nieco na północy inny członek Konwentu, Bo, wydał zarządzenie nakazujące, by w imię zasad równości obalić wszystkie dzwonnice i inne części kościołów wznoszące się ponad wysokość dachu nawy. Wspominają o tym oficjalne teksty; niestety zarządzenie wcielono w życie. Trzeba było ścinać dzwonnice tak samo jak głowy.

(…)

[o Strasburgu] „Tymczasem wysokość iglicy – z pewnością wyjątkowa – jawiła się jako wyzwanie nie do zniesienia, obraza równości, jak wiadomo, świętej zasady republikańskiej. Członkowie klubu jakobinów nawoływali, by zrównać z ziemią „tę piramidę wzniesioną przez zabobon ludu”, która przypominała o „dawnych błędach”. Element umiarkowany samorządu się sprzeciwił. Dla ratowania dzwonnicy wymyślono, by ją przystroić w olbrzymią czapkę frygijską z blachy pomalowanej na czerwono. Wieża katedry stawała się w ten sposób latarnią morską rewolucji!”.

*

„Oczywiście można bez końca deliberować nad tym, czy należy wrzucać do jednego worka jakobinów i sankiulotów, czy są różne rodzaje jakobinów. To akademickie spory, które niczego nie ujmują z opartego na niepodważalnych faktach i dokumentach twierdzenia, że zwolennicy nowego ustroju dokonali lub pozwolili dokonać gigantycznej masakry dziedzictwa artystycznego i kulturowego Francji, i to z nakazem, współudziałem i błogosławieństwem organów władzy publicznej. Bilans jest straszliwie ciężki, a towarzyszył mu nie mniej okropny regres w oświacie i w przyroście kulturowego bogactwa; przez dziesięć lat Francuzi pozostaną na ugorze, stracą część swoich korzeni; to zaćmienie także stanowi aspekt wandalizmu rewolucji”.

*

„Obliczono, że w następstwie rewolucji stolica straciła 3/4 kościołów. Te zaś, których nie zburzono, nie przedstawiały się wiele lepiej wskutek niegodnego użytkowania i braku należytego utrzymania”.

*

„Niestudzenie przekształca on [Dujon, rewolucjonista] wszystko, co w jakikolwiek sposób kojarzy się z religią, i z iście diaboliczną fantazją dorabia inne atrybuty, które nadają nowe znaczenie istniejącym już figurom. Poprawia rzeźby w niszach, krzyże zastępuje pniem drzew lub szablą, gałązki lilii – gałązką dębu. Na księdze, którą trzymał ewangelista, pisze: „historia Rewolucji francuskiej”, na tablicach Mojżesza ryje Prawa Człowieka i Obywatela”.

(…)

„Ludzie nowego ustroju zabrali się, i to bardzo wcześnie, za symbole; już w czerwcu 1790 roku zaleca się zniesienie herbów, nie tylko co do zasady, jako znaków wyróżniających uprzywilejowaną klasę społeczną, ale także w sensie materialnym, przez usunięcie ich z wszystkich miejsc, w których się znajdowały. Otóż miejsca te były niezliczone: okładki książek, obrazy, drzwi karoc, portale, ławki kościelne itp. Jako że państwo rewolucyjne zagarnęło wiele dóbr ruchomych i nieruchomych, pole zastosowania tych zaleceń było olbrzymie, co nie zwalniało właścicieli prywatnych z posłuszeństwa nakazom”.

(…)

Widzieliśmy jak zgubne dla zabytków kościelnych było polowanie na symbole dawnego ustroju. Te same przyczyny miały te same skutki dla siedzib szlacheckich, wyróżniających się właśnie obecnością herbów. Herby wszakże widniały wszędzie: na witrażach, nagrobkach, portretach malarskich i rzeźbiarskich, nad portalami, na rycinach, oprawach książek, na powozach, na szyldach sklepów. Trzeba było mnóstwo pracy, by usunąć te skandaliczne znaki feudalizmu; szybko pojawił się problem polegający na tym, że zdrapując lub skuwając przeklęty obrazek, z dużym prawdopodobieństwem można było też zepsuć wszystko dookoła, to znaczy całkowicie zniszczyć dzieło, które miało nieszczęście nosić ów znak”.

*

Rewolucja antyfrancuska uznawana jest za matrycę wszystkich późniejszych rewolucji, z bolszewicką na czele, którym przyświecają w głównej mierze idee dechrystianizacji świata. A i dzisiaj, w czasach „post-marksizmu”, czy marksizmu kulturowego jest tak samo, zmieniają się jedynie środki. Cele przyświecające rozjuszonym francuskim rewolucjonistom i dzisiejszym teatralnym bojownikom są takie same.

Souchal w swojej książce rewolucyjny amok niszczenia dzieł sztuki z czasów monarchii kilkukrotnie określa jako egzorcyzmy, czyli wypędzanie złego ducha tyranii. Pisze, że „wiek XVIII to czas, kiedy symbol zachowuje całą swoją moc”, i dalej: „Od zawsze i we wszystkich cywilizacjach powielano wizerunek władcy; oczywiście wizerunek nie zastępował władcy, ale przez podobieństwo do niego był obdarzony pewną mocą reprezentacji i zasługiwał w związku z tym na szacunek, odbicie respektu należnego monarsze. W sytuacji, gdy nie było już monarchy, a więc i respektu, wizerunek tracił całą swoją moc i godność, stając się wręcz przedmiotem odrazy i zgorszenia (…). Podobnie jak w przypadku grobów w Saint-Denis chodzi więc o akt desakralizacji, profanacji w etymologicznym sensie tego słowa, o rodzaj egzorcyzmu. To, co jest rozbite i zdeptane, traci całą wartość”.

W tym kontekście zupełnie nie dziwią seks oralny z figurą JPII czy Jezus gwałcący muzułmankę w postępowych sztukach.

*

Najlepszy interes robi się na wzburzonych masach, podczas ich największego wzmożenia; jak dzisiaj, wzmożenia patriotycznego z jednej strony (koszulki z ŻW), a z drugiej wzmożenia partyzanckiego (KOD i inne). Lewica kpiąc z „mody patriotycznej”, sama produkuje koszulki z hasłami „tak wygląda lezba”. I jak zawsze, nihil novi sub sole; Francois Souchal w „Wandalizmie rewolucji” opisuje biznes plan z czasów rewolucji anty-francuskiej, przy okazji zburzenia Bastylii:

„Smutnym bohaterem tego cynicznego żerowania jest niejako Palloy, przedsiębiorca budowlany, choć należałoby rzec: przedsiębiorca rozbiórkowy, który mienił się jednym ze „zdobywców” Bastylii i wygrał przetarg na usunięcie znienawidzonej fortecy aż do fundamentów. Dawało to ogromna masą kamienia. Ten osobnik o płodnej wyobraźni wpadł na pomysł, by handlować kamieniami z gruzów i skorzystać na „patriotycznym” entuzjazmie, oferując owe kamienie jako relikwie. Żeby wyciągnąć maksymalny zysk, wykuwał z nich popiersia bohaterów tego czasu, i jeszcze lepiej: nadawał im formę zbliżoną do fortecy w miniaturze. Sprzedawał więc małe „bastylie”; dzięki dobrej sieci reklamy rozprowadzał je nawet na głębokiej francuskiej prowincji. Miniatury Bastylii stały się prawdziwymi „dewocjonaliami”, które czczono i którymi posługiwano się przy okazji najmniejszego święta rewolucyjnego, obwożąc je na tryumfalnych wozach lub eksponując na przenośnych ołtarzach niczym Najświętszy Sakrament, podczas gdy szaleńcy wydzierali ze skarbców kościelnych relikwiarze i wyrzucali ich zawartość na śmietnik! Ta groteskowa sakralizacja była w każdym razie korzystna dla Palloy, który rozumiał, że interes można jeszcze rozwinąć. Zaczął zasypywać rynek bibelotami i tandetą, zawsze związanymi ze wspomnieniem Bastylii i jej „wyzwolenia”. Podobno z łańcuchów więziennych wybił medale „przeznaczone do tego, by spoczywać na piersiach ludzi wolnych”, a z rejestru więźniów wyciął patriotyczne karty do gry. Zbudował też sobie dom z kamieni po Bastylii. W swoim bezwstydzie posunął się aż do podarowania uwięzionemu małemu delfinowi gry w domino wykonanej z materiałów po Bastylii, „żeby go natchnąć wstrętem do tyranii”. Samemu tytułując się „patriotą Palloy”, obnosił się z gorliwym jakobinizmem”.

François Souchal, „Wandalizm rewolucji”: http://kronos.org.pl/ksiazki/wandalizm-rewolucji/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s