Debiutancka płyta Ur Jorge – „Przejścia”

a0657289179_10

Ur Jorge
„Przejścia”

premiera: 16 czerwca 2015 r.
Do posłuchania: https://urjorge.bandcamp.com

Ur Jorge – powstały z potrzeby eksperymentu zespół bydgoski. Muzykującym w nim osobom służył początkowo jako przewietrzacz głów zmęczonych codziennością. Stopniowo zaczął jednak wytwarzać pewne dźwięki, które można umownie nazwać piosenkami.

Ur Jorge posiada radość, entuzjazm wspólnego muzykowania, głos, gitarę, bas i perkusję (a czasami jeszcze inne rzeczy). Nie udało się dotąd zdobyć wąsatej wirtuozerii, ale Jorgi na jednym z bazarów nabyły dziecięcą naiwność, która pozwala zapomnieć o regułach i konwenansach. Na manowcach wyobraźni zespół nagrał płytę „Przejścia”, która 16 czerwca 2015 roku ukazała się pod żadnym wydawnictwem.

Ur Jorge:
Marcin Karnowski
Remigiusz Ławniczak
Magdalena Powalisz

Na płycie gościnnie zagrali:
Radek Drwęcki
Marek Maciejewski

Realizacja i mix: Marek Maciejewski
Mastering: Filip Pniewski
Foto/Okładka: Basia Dziamska, Anna Dziamska

Recenzje:

http://wearefrompoland.blogspot.com/2015/08/ur-jorge-przejscia-wyd-wasne-2015.html

http://musicis.pl/2015/08/05/ur-jorge

http://www.gloskultury.pl/miasta-leza-krzyzem-ur-jorge-przejscia-recenzja/

Wywiady:
http://hejtu.pl/wiadomosci/region/item/1382-przejscia-to-opowiesc-o-zmianach

Reklamy

Muzyka niepokojów / Niepokoje muzyki

Muzyka niepokojów / Niepokoje muzyki

I
Erich Fromm zalecał medytację; odcięcie się od świata zewnętrznego, regularny oddech, skupienie na sobie, wsłuchanie się w wewnętrzny głos. Niestety, tak zwany wewnętrzny głos, którego należy wysłuchać, jest ciszą. Wobec ciszy jesteśmy bezradni; pośród codzienności, nieustających szumów i niegasnących dźwięków, cisza jest grzmotem. Zdaje się najskuteczniejszą ucieczką jest zagłuszenie jej muzyką. Najczęściej odbywa się to w nocnych lokalach przy modnych, sezonowych piosenkach i substancjach zagłuszających. Ułatwieniem jest, że w takich warunkach wszystkie piosenki pozwalają na zabawę; wiele lat temu podczas licealnych połowinek w klubie, didżej ku ogólnej uciesze dobrze ubranych, podskakujących nastolatków, utwory Madonny i zespołu Blenders urozmaicał hymnami zagubionej młodzieży, jak „Smells Like Teen Spirit”. Pamiętam uśmiechnięte twarze i całujące się pary.
Sprawa jednak nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać, bowiem oprócz muzyki ucieczki istnieje cała masa muzycznych dopalaczy. Fryderyk Nietzsche pisał: „Ucho, ten narząd trwogi, zdołało tak bardzo wydoskonalić się jedynie dzięki mrokom nocy, jako też zmierzchom ciemnych jaskiń i borów, zgodnie ze sposobem życia trwożliwego, to znaczy najdłuższego ludzkiego okresu, jaki dotychczas istniał, za dnia jest ucho mniej potrzebne. Stąd charakter muzyki jako sztuki nocy i zmierzchu”. Brzmienie muzyki słuchanej zwłaszcza w nocnym skupieniu jest pełniejsze, a jej drżenie sięga głębiej. Wiele klasycznych kompozycji i współczesnych gatunków (muzyka dronowa, cała masa odcieni muzyki elektronicznej z ambientem na czele, post-rockowe ekspresje) odwołują się nie tyle do samych estetycznych wrażeń, co przypominają wywoływanie duchów – wewnętrznych głosów, których na co dzień człowiek nie jest świadomy. Powtarzające się w nieskończoność ambientowo-dronowe frazy są niczym sesje hipnozy – podszyte lękiem wycieczki w nieznane. Angielski pisarz Nick Hornby zgrabnie to ujął: „Co było pierwsze: muzyka czy rozpacz? Czy słuchałem muzyki dlatego, że rozpaczałem? Czy może rozpaczałem dlatego, że słuchałem muzyki? Czy płyty zmieniają człowieka w melancholika”?
Żyjąca w średniowieczu mniszka, kompozytorka, doktor Kościoła – Hildegarda z Bingen (1098-1179) tworzyła m.in. dramaty liturgiczne, w których muzyka milkła, gdy pojawiała się postać diabła. Jest on przeciwnikiem wszelkiej harmonii i sieje fałszywe nuty grające w człowieku. W opisie piekła Dantego również nie słychać muzyki, jeno jęki i wrzaski, dysonanse i kakofonię. Być może ma to związek z problemami technicznymi tamtych czasów w ukazaniu szatańskiej muzyki. Według Hildegardy elementy, z których Bóg stworzył świat, są współbrzmiącą harmonią. Całość rzeczy widzialnych i niewidzialnych tworzy kompozycję. Domeną szatana jest zakłócanie jej naturalnego piękna poprzez fałsze i zgrzyty. Z dzisiejszej perspektywy powyższemu opisowi odpowiada współczesna muzyka awangardowa oraz ciężkie odmiany rocka i metalu. Część metalowych wykonawców tworzących muzykę trudną w odbiorze, hałaśliwą i agresywną, odwołuje się do satanistycznej symboliki. Przypadek? Nie sądzę.
Od lat 60. za sprawą masowo produkowanych odtwarzaczy „umuzykalniło” się nam życie codzienne i otoczenia. W autobusach młodzi rozmawiają ze sobą ze słuchawkami w uszach. Muzykę słychać w samochodach i domach, podczas biegania i nauki, a obowiązkowo obecna jest w większości nie-miejsc, jak o strefach miejskich (lotniska, markety etc.) pisał francuski antropolog Marc Augé. Niezwykle rzadko zdarza się, by przebywać w miejscach, gdzie panuje cisza. Dzieci bojąc się zasypiać w ciemności włączają światło – jako dorośli włączają muzykę?

II
Muzyka powstaje głównie z niepokojów. Mimo mnogości gatunków i rodzajów muzyki, człowiek tworzący powodowany jest nieśmiertelnym lękiem przybierającym różne postaci; wykonawcy disco polo niepokoją się o niezapłacone rachunki za jachty, studenci szkół artystycznych z zespołów indie rockowych, a wcześniej nowo falowych, martwią się o swoje relacje z koleżankami z roku, kultowi piosenkarze po pięćdziesiątce boją się, że obudzą się pewnego dnia i będę zmuszeni zarobić pieniądze w sposób niezwiązany z muzyką („konkretnej pracy nie miałem nigdy” śpiewał Muniek Staszczyk), a bonzowie z wytwórni płytowych, że zainwestują w nie tego śpiewaka co trzeba. (Wyobrażacie sobie, co musieli przeżywać wydawcy, gdy Syd Barrett, spiritus movens wczesnych Pink Floyd zaczął działać poza zespołem lub gdy rozpadał się Sex Pistols, a popyt na punkowe hasła dopiero co zaczął rosnąć?).

III
Gdy spojrzeć na dzisiejszy mainstream rockowej alternatywy wciąż silne są w nim wpływy muzyki z początków lat 80. Niezmiennie od lat w modzie jest granie spod znaku zimnej, czy nowej fali. Smutne piosenki sprzedają się bardzo dobrze. Historyk Tony Judt nazwał XX wiek „stuleciem intelektualistów”; właśnie egzaltowane, przeintelektualizowane dzieci z uniwersytetów okopują się w swoich (nie)pokojach i frustracjach, i jak Radiohead nie potrafią się uśmiechnąć do zdjęcia. Trzeba być majętnym, by móc pozwolić sobie na chandrę. Rozmowy o sztuce współczesnej i powtarzanie w towarzystwie kilku zapamiętanych zdań o bycie immanentnym nie zastąpi życia, które kotłuje się w żywiołowej, bezpośredniej czarnej muzyce. Gdy Europa zamieniała się w posępną krainę, w Stanach, powodowany wieczną energią płynącą z wnętrza Ziemi soul i r’n’b wirowały barwami. Czy można poprosić dziewczynę do tańca do Joy Division? Opowiedz jej jeszcze o globalnym ociepleniu.

Kasper Linge

3moonboys – „Skakankan”

foto_1-19-3moonboys.skakankan

Zespół wyjaśnia, że ich najnowsze wydawnictwo to 3 płyty na jednym krążku. W ramach albumu, w którym liczba 3 oraz jej permutacje odgrywają kluczową rolę – 3 narracje, 3 kąty, 33 minuty itd. Muzycy od kilku lat starają się wyskoczyć z formuły rockowego zespołu. Nie dziwi, że nagrań dokonano w studio awangardowego, bydgoskiego klubu Mózg. Forma wydania jest unikalna, tak wydanej płyty jeszcze nie widzieliście. Można z niej zrobić czapkę, albo czubek na choinkę. W przybliżeniu wygląda, jak trójkąt, choć tak naprawdę nie wiadomo, czym jest.

prezentacja płyty „Skakankan” w wykonaniu zespołu

Tym razem płyta w zamyśle miała nawiązywać do „Gry w klasy” Cortazara, ale podczas pracy nad materiałem pomysł wyewoluował w coś, co jest melanżem literatury, liberatury, malarstwa i muzyki. 3moonboys zaprosili słuchacza do gry. Zaproponowali odbiorcy to, co Dennis Hopper Kyle’owi MacLachlanowi w Blue Velvet – przejażdżkę. Po rozchybotanym, niestabilnym, bo wieloznacznym świecie, klimatem przypominającym radioheadowe lęki. Podobno przejmujący smutek i nerwice to domena bydgoskich kapel (vide Variete, czy George Dorn Screams). Ten album to potwierdza.
Płyty dzielą się na dobre i słabe. Ale też na takie, których powinno się słuchać bardzo głośno na rozkręconym potencjometrze, gdzie sypie się tynk z sufitu, a sąsiedzi walą, walą do drzwi. „Skakankan” do nich nie należy. Nowy album 3moonboys powinno się słuchać na słuchawkach, najlepiej w nocy w pustym pokoju. Tak, wtedy można zacząć tę podróż.
„A Knee”, „Lamer”, „Baptist” i „At One” są dosłownie, najmocniejszymi momentami płyty. Jednak sporo w nich melancholii, prawie wszystkie brzmią, jak piosenki o końcu świata (w tym sensie mogą przywodzić na myśl „OK Computer”). Dużo dobrego robi brzmienie klawiszy, które nadają płycie lekkości i psychodeliczności. Z kolei bas jest siłą napędową, która nadaje muzyce zadziorności. W tym zestawie kumuluje się energia, która towarzyszy powoływaniu muzyki do życia. Ale te dopracowane brzmieniowo i ciekawie zaaranżowane utwory są tylko jedną z wielu ścieżek, którymi można pójść.
Niektóre utwory brzmią, jak szkice z prób („Codziennoc”, „Czarny Bezsen”, „Nieborak”). To może być zarzut. Brzmią, jakby nie były do końca przemyślane, jak stracone pomysły na coś solidnego. Ale w całej tej zabawie w tym tkwi siła tego wydawnictwa. Te utwory nie próbują oszukać słuchacza, one nie udają dobrych piosenek. Przewrotność polega na tym, że zespół postawił wszystko na jedną kartę i postanowił wtajemniczyć odbiorcę w to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sali prób. To nie są piosenki, to naprawdę są szkice. Utwory kończą się zespołowymi dyskusjami o materiale, nad którym pracują. Są spięcia, nieporozumienia, wzajemne pretensje, ktoś czegoś nie rozumie, coś się komuś nie podoba. W imię wciągnięcia słuchacza w grę, muzycy zrezygnowali z konwencjonalnej relacji nadawca-odbiorca i „normalnego” brzmienia płyty. Odbiorca tak naprawdę podsłuchuje powstawanie płyty „Skakankan”. I dlatego na przykład taki szkicowy „Nieborak” nigdy nie zyska uznania, dopóki ten album będzie się odbierać, jako zbiór piosenek. A w takiej interpretacji wspomniane wyżej „A Knee”, „Lamer”, „Baptist” i „At One” są właśnie końcowym rezultatem tej sesji nagraniowej; brzmią po prosu, jak dobrze zrobione piosenki.
Pomysł na nagranie takiej płyty jest ryzykowny – większości słuchaczy nie interesuje, jak powstaje muzyka, co dzieje się na próbach i co ma do powiedzenia klawiszowiec na temat swojej wizji utworu. Może wtedy właśnie postąpić, jak w „Grze w klasy”, odsłuchać kilka skończonych kompozycji i podziękować. Ale może pójść dalej i ułożyć sobie własną, prywatną wizję dzieła.
Płyta kończy się ironicznie. Na sam koniec, w ostatnich sekundach ostatniego utworu, słychać jak ktoś wchodzi do sali prób, chwyta za instrumenty i zaczyna grać. Tak, teraz nareszcie będzie można nagrać płytę.

Singiel promujący płytę

Kasper Linge

dziesięć płyt bydgoskich

3moonboys – 16

[ graj: This Is A Pipe ]

George Dorn Screams – Snow Lovers Are Dancing

[graj: Galway’s Song ]

Variété – Variété

[ graj: Panowie Z Miast ]

Variété – Nowy materiał

[ graj: Last Minute ]

Ecstasy Project Trio – Realium

[ graj: Realium 1 ]

Mazzoll & Arhythmic Perfection – a

[ graj: Ropa Św. Anny (część II) – rzecz o cudownym uzdrowieniu ]

Mazzoll, Kazik & Arhythmic Perfection – Rozmowy s catem

[ graj: Listy Schindlera (oblężenie) ]

Sing Sing Penelope – Music for Umbrellas

[ graj: Fis & Love ]

Contemporary Noise Quintet – Pig Inside the Gentleman

[ graj: P.I.G. ]


+

Tworzywo Sztuczne – Na rzywo w Mózgu

[ graj: Narkotyk (Live @ Mózg) ]



Rob Mazurek Quintet – Sound Is

jazz

Jeżeli największym twoim marzeniem jest spotkać kosmitę, nie musisz jeździć do Wylatowa, nie musisz kupować teleskopu atomowego, nie musisz poznawać tajników biologii, ani fizyki, nie musisz zbierać na wycieczkę na orbitę okołoziemską. Po prostu wybierz się na koncert Roba w klubie najbliżej twojego miasta. Usłyszenie na żywo człowieka, który dmuchał w kornet z nie jednego pieca, jest mentalnym blowjobem. Lista muzycznych kolaboracji Roba jest dłuższa niż lista grzechów przeciętnego mieszkańca Europy Wschodniej: Tortoise, Sam Prekop, Pan American, Gastr del Sol, Stereolab, i tak dalej. Dogrywał trąbki, jeżeli akurat nie działał z własnymi składami: Chicago Underground Duo/Trio/Quartet/Orchestra, Exploding Star Orchestra, czy Isotope 217. A tak ogólnie to Rob jest jednym z najwybitniejszych trębaczy obecnie chodzących po Ziemi, w głowie ma coś, czego 99% ludzi by nie zrozumiało, jeździ po świecie, w Brazylii nagrywa elektryczne węgorze i burze nad Amazonką. Oprócz 20 płyt, których możesz sobie posłuchać, Rob właśnie wydał nową. Rob, zwyczajny kosmita.

kasper.linge